Bez tytułu

Idąc przez miasto opuszczam wzrok ku ziemi, by nie patrzeć ludziom w oczy, w poczuciu winy, ze się im stanęło się na drodze… Przemykam przy ścianach domów, by cień ich zasłonił moje człowieczeństwo… Chowam się miedzy bramami tak by nie dostrzegł już mnie nikt…

Kiedym już godzin kilka spędził na piciu, czas by ruszyć w miasto… a tam widzi się różnych ludzi i różne problemy… Czas by zobaczyć ten świat tak bardzo postrzegany i tak bardzo oczekiwany… tylko po co i dlaczego… wędruję i obserwuję… i potrze na świat i na ludzi dookoła…
Jadę tramwajem…. a tu ludzi wielu… do obserwowania…. trzeba uważać by obserwowaniem na wpierdol nie zasłużyć sobie…. O czym może myśleć facet samotnie jadący tramwajem, może i do domu jadący… o kobiecie która Go nie chce bo jest głuchoniemym….mimo że jest dobrym człowiekiem… o czym taki facet może myśleć… patrzę się Niego i chciałbym wiedzieć…
Albo o czym myśli samotna kobieta, wędrująca do pustego i zimnego domu… O tym że życie ją doświadczyła za bardzo, a może że tak bardzo pragnie bliskości… Może tez myśli jak wieczór spędzić ten weekendowy.. Z butelka wina… albo i dwoma butelkami…

O czym myślą ludzie przemierzający ten świat, o czym marzą, do czego tęsknią??

Zanim się coś zacznie trzeba pomyśleć czy warto…

Wierszoklepa

i jeśli kłamać by miał kto,
po to by prawdy jakiej bronić..

lepiej by tej prawdy nie było,
a świat na kłamstwie się opierał…

* * *

Zaczytałem Cie nocnie znowu…
Zaczytałem w myśli Twojej…
w słów wypowiadanie,

w głosie wołanie….

* * *

I gdy stojąc tak pośród ludzi,

pośród morza ludzi obojętnych,

patrzysz na to co cię otacza…
I pośród tegoż morza ludzi,

spoglądasz na to co cię czeka…

* * *

niebiosa nigdy nie były humanitarne,

dla poetów, romantyków i … żuli

* * *

życie to splot wydarzeń,

które sobie sami tworzymy…

które sami sobie układamy…

i które sami sami w supeł zmieniamy….

* * *

i gdybyś tylko zechciała,

choć ja wiem, że odbierzesz to

jako za fanaberię moją…

ale gdybyś tylko to zechciała…

oddał bym uśmiech mój każdy

za cierpienie Twoje…

* * *

choć dzień nocą się staje

a noc dniem,

szukam… myśli,

która poprowadzi mnie

ku światu lepszemu..

i wędruję ku tej myśli…

* * *

bo obudził mnie ranny śpiew ptaków,

przypominający mi Ciebie…
bo świt mnie obudził rannie,

by pamiętać o Tobie o świcie…

* * *

Leśny człowiek

WP_20170225_002Obojętny – nieokazujący zainteresowania kimś lub czymś, niedbający o kogoś lub o coś; też: świadczący o takiej postawie…
Nic tak nie boli jak obojętność jaka i nawet jeśli powiesz, że nie, to jednak ta druga osoba wie i czuje jak to jest… i to czucie najbardziej boli… kiedy wiesz i czujesz…

* * *

„Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć,
Tęskność zawrotna przybliża nas.
Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwu planet,
Cudnie spokrewnią się ciała nam.”

* * *

wszystko mogę, nic nie muszę… takie powiedzenie, nie wiem skąd mi przyszło do głowy właśnie dzisiaj… choć to żaden lepszy dzień, ale też żaden gorszy też nie jest dzień… jak każdy… może wieczór bardziej samotny w samotności, po leśnym wędrowaniu i drzew słuchaniu….

P1300130.jak-zmniejszyc-fotke_pl… i się spoglądało na człowieka leśnego w jego „gospodarstwie” leśnym, nie tyle z ciekawości ile z zazdrości niejakiej, że się samemu tak nie uczyniło i się samemu nie zamieszkało leśnie… z oddali się oglądało, by nie naruszyć jego domu ani prywatności jakiej… z oddali się spoglądało i się wiedziało, że mieszka On w ziemiance, bo nie widziało się ani namiotu ani legowiska jakiego… i dym się widziało, bo pewnie obiad zamierzał gotować… nie przeszkadzałem … odszedłem dalej w swoją drogę… i tylko zazdrość pozostała jaka…

- dlaczego dzisiaj w domu? – zapytał Ktoś
- a gdzie powinienem być Twoim zdaniem – odpowiedziało się z niechęcią, bo się już wiedziało, ze rozmowa do niczego nie doprowadzi, jak tylko do nerwu wiecznego…
- może gdzieś miedzy ludźmi? – odpowiedział Ktoś. Lubisz samotność?
I się już wiedziało, ze się musi tak odpowiedzieć, bo kto lubi samotność. I kto może się o to pytać… Tylko Ktoś, kto samotnym nie jest ani nie był, ani nie został przez samotność przeciągnięty.
- znasz kogoś kto lubi samotność… – się szybko odpowiedziało, bo się widziało już chęć zadania kolejnego pytania niewygodnego, złego, złośliwego… nie pasującego. I się wiedziało, że się musi szybko zakończyć tę rozmowę niedobrą, rozmowę donikąd prowadzącą…
- raczej nie – odpowiedział jednak szybko Ktoś…
- więc sama sobie odpowiedziałaś…

* * *

„– Słyszysz, jak pada?
– Leje porządnie.
– I zawsze będziesz mnie kochał, prawda?
– Tak.
– Deszcz temu nie przeszkodzi?
– Nie.
– To dobrze. Bo ja się boję deszczu”.

Ernest Hemingway, Pożegnanie z bronią

A czy potrzeba tytuł?!

Znowu wędrowałem… tym razem w innym mieście, nieznanym i dużym, a sądzę że i mało przyjaznym dla mnie ze Szczecina… wiem, stuknięty jestem i to nieźle… Bardziej od wędrowania po obcych miastach nienawidzę jednak samotności w czterech ścianach… rzygam już tym… wiecznym mówieniem do siebie samego… do myśli zbyt głośnych… zagłuszających ciszę….

* * *

… i tylko czasami głośną muzyką

uspokajam myśli moje

błądzące gdzieś wokoło…

i tylko muzyką głośną

uciszam sumienie moje….

* * *

„…Pomyślałem też, że tam jest cicho i między umarłymi , można się czuć półumarłym, jak się bardzo chce, więc wtedy cała moja nienawiść to będzie półnienawiść, cały mój ból to będzie połowa bólu, więc będzie lepiej może o połowę.” E.S.

Powracam do Jego twórczości, jak narkoman powraca do narkotyków… ciągle odnajduję coś nowego… coś niesamowitego w tym zaczytaniu Stachury… kiedyś się samemu tak napisze… kiedyś tak będzie jak głosy znikną wreszcie z głowy mojej… miało być lepiej a wyszło jak zawsze… czyli do dupy…

* * *

muszę to napisać, bo nie lubię niedopowiedzeń, ani niedomówień jakich… we mnie nic, nawet na milimetr się nie zmieniło… ani słów powiedzenie ani słów napisanie… nic… musisz zamilknąć na czas jaki, to musisz… nic po mnie skoro nie potrafiłem doprowadzić byś dalej nie zamykała się… zawiodłem i to zawiodłem na całej linii… jak zawsze… kiedyś już CI opowiadałem i mówiłem… zawsze będę winę na sobie skupiał, że coś źle zrobiłem albo coś źle powiedziałem… i tak będzie… Ty musisz odpocząć, przemyśleć, pobyć sama… ale wiedz jedno… we mnie nie zmieniło się nic… trochę trudniej pobędzie, ale chyba już powoli przyzwyczajam się do życia takiego… samotność mnie pokochała… więc muszę być samotnym, choć tego nie cierpię… pamiętaj, że jestem tam daleko i czekam… i pamiętaj jeszcze, że właśnie obojętność wszystko niszczy i jeszcze nie rozmawianie… ale skoro tak wybrałaś to Twój wybór to jest…

* * *

Jebał to pies wszystko….

A może by tak zniknąć …

kaja„Czy to nie ironia losu? Ignorujemy tych, którzy nas uwielbiają. Uwielbiamy tych, którzy nas ignorują. Kochamy tych, którzy nas ranią i ranimy tych, którzy nas kochają.”

* * *

Za mało pisania mojego jednak, a tak by to pisanie przyjemność mi dawało…. tak jak listy pisane i wysyłane daleko… tą przyjemność dają, bo się wie, że ktoś tam czeka i czyta to… Za niedługo powstaną pierwsze trzy rozdziały i nowy scenariusz tego… za szybko by mówić-pisać że nastąpił przełom jaki, bo on nie nastąpił… Nie nastawiam się na nic… ani na ten ani na przyszły rok… nastawiam się na słów tworzenie i układanie by powstało to…

* * *

czyż nie potrzeba nam wielkich zmian w tym co wokoło nas jest… czyż nie powinno się uciec, schować od świata tego cywilizowanego, które nic nam z siebie nie daje… nie nie ten świat,m to ludzie tworzący ten świat… więc ucieczką od ludzi jest pomysł na świata odzyskanie…
… obudziłem się w sobotni poranek, spoglądając w okna gdzie cudnie dzień wstawał… a była to wczesna bardzo godzina, kiedy słońce niepostrzeżenie czerwienią wychodzić zaczęło… przypomniała mi się wczorajsza rozmowa z kimś, kto okrutnie został skrzywdzony przez drugiego ludzia, bo to ludź był skoro podnosił rękę na swoje kochanie, bo tak Jej mówił wcześniej a może wtedy kiedy trzeźwym był… i Ona mi powiedziała, że dziwna sprawa bo rozum Jej mówił uciekaj, a serce mocno trzymało w miejscu… jak to możliwe…. „nie pytaj się” – powiedziała, ale tez powiedziała, że w trudnych chwilach słuchała Jacka Kleyffa, nie znałem, więc pół nocy słuchał i czytałem… cudne piosenki i cudne słowa…
Przeczytałem kiedyś, niedawno zresztą, taki wpis… „czasem mam ochotę jebnąć to wszystko i wyjechać w ch… daleko…” coś jest na rzeczy bo przestałem pasować do otaczającej rzeczywistości, a rzeczywistość nie lubi nie pasujących… stają się marginesem społeczeństwa w siebie zapatrzonego… więc może wyjściem jest zniknięcie niejako…

* * *

nie sądzę… by przeszłość sama zamknęła się już… więc to bardziej takie domknięcie niż zamknięcie… raczej potwierdzenie zamknięcia i pewność że się domknęło i chyba zamknęło za sobą … i się ma już pewność przynajmniej, że to co było, się już zakończyło… to było w połowie stycznia… z przedziwnym przeświadczeniem jednoczesnego zamknięcia i … rozpoczęcia… czy będzie tak jak myślę i czuję?

* * *

kaja1Wieczornie z Kaja Kowalewska i Agnieszka Marta Walczak w Manufakturze, podczas mojego wyjazdu do Łodzi, gdzie coraz częściej bywam. Cudne rozmowy o słów wierszem pisanie i tychże słów czytanie i zaczytanie… o nowej książce, która wkrótce pojawi się.. o uczuciach, wspomnieniach i życiu… Jaka jest Kaja? Niespotykanie dla mnie bliska i dość niespodziewanie normalna w tym co mówi o swoim pisaniu… Często jakbym siebie słyszał i jakbym siebie widział… Z niecierpliwością czekam na Jej nową powieść, bo ma być inna… ma być bardzie do ludzi niż dla ludzi… czy dowiem się czegoś nowego o życiu z książki tej?…

Noworocznie…

„I nie urodziłem się wielkim, potężnym dębem, gonną olchą. I nie urodziłem się niczym innym, tylko tym, czym jestem. I nie urodziłem się z pozorami. Tylko z nerwami. Z nerwami tuż pod cieniutką skórką.”

— Edward Stachura

Potrzebuje kawy by jasno myśleć. I świeżego powietrza. Deszczowej nocy. Cichej nocy do wędrowania… Bo wtedy wiem, że jestem tym kim byłem a nie tym kim jestem… Się za bardzo zapomina o tym, kim się jest, a przecież są inni co pamiętają i do ziemi ściągają… i są tacy co przypominają…

Potrzebuję ziemi do stąpania po niej boso,
potrzebuję powietrza do oddychania głęboko..
Potrzebuję wody do zanurzenia głowy swojej.
Potrzebuję Ciebie by nie zapomnieć o życiu…

Potrzebuję cichej nocy do wędrowania samotnego po ulicach tego miasta, po parkach i cmentarzach … i by napisy odczytać, „jesteś tym kim ja byłem, ty będziesz tym kim ja jestem” … potrzebuję nocy cichych by zaglądać do okien ludzkich, by zobaczyć to czego nie mam a co było… potrzebuje nocy cichych by myśleć o Tobie…

Zapomniałem już co to radość i uśmiech naturalny… Zapomniałem o życiu i o tym jak życie można spełniać. Wiele zapomniałem… zamknąłem się w sobie i tak tkwię w tym zamknięciu jakim jak wiezień sam się zamknąwszy za kratami…

Schowałem się w skorupę swoją nijaką i tylko czerpać z mądrości innych potrafię… obdzierać ich z wiedzy i twórczości jak hiena obdzierająca trupy ze skóry… Schowałem się w swoją skorupę, zamilkłem i zapłakałem…

* * *

„A moje wiersze spal, zrób co chcesz
Bo jawnie szydzi z nas ich każdy wers”

— Kortez

Odczyń zły urok. Proszę. By myśli mogły przedrzeć się przez emocje. A usta oddychać. Potrzebuje tylko…notesu odpowiedniej chwili. Dnia. Tygodnia. Kwintesencji niewysublimowanej ludzkości. Odrobiny życia z życia banalnej codzienności. Muszę pomyśleć. Zatopić się w czasie. Dać się mu pochłonąć. Wykraść dziadkowi czas potrzebny na spędzenie kilku chwil. I go nie oddać. Zmarnotrawić. Od tak.

A kiedy każdego poranka, z powstałych z martwych
powstaje człowiek jaki, to myśli by móc być i trwać…
Zwlekając swe ciało z martwych powstałe…
a kiedy każdego poranka zmuszając się do życia jakiego
myślimy co też by temu życiu uczynić dobrego..
albo i nie dobrego, bo życie dobrem nijakim
życiem dobrym i nijakim bywa…

- Myślisz, że wielką nadzieję miałem na spotkanie… z Tobą? – powiedziało się jakiś czas temu, kiedy się wiedziało, że się chce.
- Nie miałbyś tej nadziei, gdybyś tego nie chciał – się usłyszało i się nie wiedziało się skąd się to usłyszało…
Bo gdyby istniały cudy świata jakie, tobyśmy się spotkali tam gdzieś… gdzie w natchnieniu świata wielkiego zwykli ludzie spotykać się mogli… albo mogą…
- Czytuję eseje Rilkego o potrzebie poezji i powstaniu tejże poezji – powiedziałem, nie wiedząc po co to w ogóle mówię…
- Czy Rilke pomoże Panu Szanownemu w uzyskaniu spokoju duszy swojej – powiedział głos ponownie nie wiedząc skąd.
Może i tak jest, ale kiedy się człowiek zaczyta wielce to może i temu człowiekowi pomoże co w życiu… „Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.” się przeczytało u Hrabala… w jego „Zbyt głośnej samotności”… i się zrazu pomyślało … pomyślało i dopisało swoją część – bo nie sztuką jest pięknie czytać a sztuką jest tak złożyć słowa, by te stały się tym cukierkiem, do którego z chęcią sięgną ci, których przyciągnie ciekawość do słowa… tak by słowa czytane rozpłynęły się nam w ustach jak ten likier…
- Czymże więc jest słowo powiedziane albo wypowiedziane – powiedziała… Czy tylko słowem? A może duszą wewnętrzną, kiedy mówisz tak do mnie…
- Słowo wypowiedziane jest słowem i czynem… jest mną i Tobą… jest spokojem i jest częścią nas – się znowu powiedziało nie wiedzieć komu i gdzie, jakby się do siebie mówiło i o sobie…
Czy tylko słowo jest czynem… A może czyn staje się czasami słowem… a może tylko tak sobie wmawiamy, a życie nie składa się ze słów układania ani czynów wdrażania ze słów… a może w oczach naszych widzimy co w nas… Bo w oczach tkwi siła duszy… – się pomyślało zanim się spojrzało na dziewczynę obok leżącą…
Się spojrzało i się zrozumiało, że bezmiar samotności powoduje wielkie spustoszenie umysłowe… się z nikim nie leży ani tym bardziej z nikim nie rozmawia… się tylko myśli, że się rozmawia i słucha i czuje się też… ale się nie jest…
Więc czegóż chcecie ode mnie upiory wieczorne… strzygi jakie… dajcie snu zaznać…

* * *

„Chciałem i nawet jeszcze chciałbym zaczepić się jakoś o ten świat, ale ciągle nie udaje mi się to. Dni mijają, a mnie się to nie udaje. Co mogę zrobić?
Pisanie tyle razy ratowało mnie z ciężkich smutków, a tym razem nic z tego, choć już zapisałem tyle stron. I piszę dalej, i bez smaku, ten bezsmak, który całkowicie mną zawładnął, jest najstraszliwszy. […] A czy nie można by wyjść śmierci na spotkanie?”

— Edward Stachura

Jestem odmieńcem, odszczepieńcem… jestem pijakiem… jestem mordercą słów jakich… bezczeszczę piękno jakie… ale też jestem… autorem słów pięknych i trudnych… jestem sobą w lesie, w mieście nocą… jestem tym kim chcę być i tym kim byłem… dawno temu…

Tworzenie… to forma terapii dla ciała i duszy… pisane to terapia dla myśli… ja robię itworzę sam dla siebie… lubię prostotę… sam robię sobie meble, bo takie mi najbardziej się podobają… lubię swoją glinę i potworki, które z niej robię… lubię swoje szkiełka i witraże, które powstają z nich… lubię patrzeć przez te witraże na słońce świecące… lubię las i drzewa… i śpiew ptaków… i wędrowania albo spływanie kajakiem po wodach… lubię ciszę i proste życie… i zioła zbieranie, i ziół leczenie… i dziko rosnące rośliny i to co ludzie opowiadają o lesie i drzewach… a potrafią opowiadać cudnie… nie tak jak ja…. znają się na tym i wiedzą o czym mówią, a ja wsłuchany w pich opowieści widzę się tam w puszczy… jak małe dziecko z otwartą buzią…

a i jeszcze jedno chciałem napisać… jak już się kiedyś spotkamy, bo to nigdy nie wiadomo kiedy się spotkamy przecież… i jak już się spotkamy jednak, to nie spodziewaj się pana z walizką jaką a faceta z dwudniowym zarostem i z plecakiem … i takim dziwnym wyrazem twarzy co to poznaje zawsze coś nowego… jeśli się kiedykolwiek spotkamy… jeśli…

* * *

„Między nami mówiąc, wszystkie moje książki, wiersze i proza były modlitwami do Boga, którego ja nazywałem Cudne manowce, Widok nad widoki, Zjawa realna, Biała lokomotywa, Kropka nad ypsylonem czy jeszcze inaczej. I były nieustającą spowiedzią.”

— Edward Stachura

Spoglądamy często ku sobie, wiemy że jesteśmy i spoglądamy na siebie… ja wiem że Ty tam jesteś i wiem że patrzysz na mnie, boś Ty Miłością jest i Odkupieniem… Bo Ty nie opuścisz żadnego ze swych dzieci … Ty wybaczasz i w Swej Mądrości prowadzić ku prawdzie…

Spoglądamy na siebie ja patrzy syn na Ojca i Ojciec na syna… kiedyś jeszcze porozmawiamy, kiedyś jeszcze powiem Ci o tym co we mnie siedzi i siedziało… powiem Ci wszystko co dobre i co niedobre… i wiem, że Ty mnie wysłuchasz…

Boże bądź mnie Miłosiernym… i nie zapominaj o słudze Swym, który zbłądził tylko…

* * *

List do pozostałych

Umieram
za winy moje i niewinność moją
za brak, który czuję każdą cząstką ciała i każdą cząstką duszy,
za brak rozdzierający mnie na strzępy jak gazetę zapisaną hałaśliwymi nic nie mówiącymi słowami
za możliwość zjednoczenia się z Bezimiennym, z Pozasłownym, Nieznanym
za nowy dzień
za cudne manowce
za widoki nad widoki
za zjawę realną
za kropkę nad ypsylonem
za tajemnicę śmierci w lęku, w grozie i w pocie czoła
za zagubione oczywistości
za zagubione klucze rozumienia z malutką iskierką ufności, że jeżeli ziarno obumrze, to wyda owoc
za samotność umierania
bo trupem jest wszelkie ciało
bo ciężko, strasznie i nie do zniesienia
za możliwość przemienienia
za nieszczęście ludzi i moje własne, które dźwigam na sobie i w sobie
bo to wszystko wygląda, że snem jest tylko, koszmarem
bo to wszystko wygląda, że nieprawdą jest
bo to wszystko wygląda, że absurdem jest
bo to wszystko tu niszczeje, gnije i nie masz tu nic trwałego poza tęsknotą za trwałością
bo już nie jestem z tego świata i może nigdy z niego nie byłem
bo wygląda, że nie ma tu dla mnie żadnego ratunku
bo już nie potrafię kochać ziemską miłością
bo noli me tangere
bo jestem bardzo zmęczony, nieopisanie wycieńczony
bo już wycierpiałem
bo już zostałem, choć to się działo w obłędzie, najdosłowniej i najcieleśniej ukrzyżowany i jakże bardzo i realnie mnie to bolało
bo chciałem zbawić od wszelkiego złego ludzi wszystkich i świat cały i jeżeli tak się nie stało, to winy mojej w tym nie umiem znaleźć
bo wygląda, że już nic tu po mnie
bo nie czuję się oszukany, co by mi pozwoliło raczej trwać niż umierać; trwać i szukać winnego, może w sobie; ale nie czuję się oszukany
bo kto może trwać w tym świecie – niechaj trwa i ja mu życzę zdrowia, a kiedy przyjdzie mu umierać – niechaj śmierć ma lekką
bo co do mnie, to idę do ciebie Ojcze pastewny żeby może wreszcie znaleźć uspokojenie, zasłużone jak mniemam, zasłużone jak mniemam
bo nawet obłęd nie został mi zaoszczędzony
bo wszystko mnie boli straszliwie
bo duszę się w tej klatce
bo samotna jest dusza moja aż do śmierci
bo kończy się w porę ostatni papier i już tylko krok i niech Żyje Życie
bo stanąłem na początku, bo pociągnął mnie Ojciec i stanę na końcu i nie skosztuję śmierci.

— Edward Stachura

nigdy nie udało mi się stworzyć cokolwiek wielkiego, albo choć dużego… choćby mniej więcej dużego, ani żadnego…. stworzyłem siebie nijakiego i nijako tworzę… dla siebie samego…

* * *

Kiedy coś cytuję to tylko dlatego, że uważam te słowa zacytowana, spisane i napisane za coś co nie potrzebuje już zmian jakich… nie potrzebuje myślenia większego… bo słowa te są nieskończonością i cudnością wielką…

Kiedyś się to skończy… na pewno… się skończy i dla mnie i dla Was i dla Ciebie …

Napisz dla mnie bajkę…

- Napisz Grzechu dla mnie taką bajkę, co to się dobrze zakończy – powiedziała cicho znikając znowu na bardzo długo. Napisz taką, bym uśmiechała się do niej jako do ciebie, zawsze… Napisz taką, by wreszcie zakończyła się tak dobrze dla wszystkich… i dla mnie…
A ja pozostałem z myślami jakąż tu, tą bajkę mam stworzyć… i o czym? O miłości, któż to będzie czytał… i czy miłość każda ma dobre zakończenie. A może o tęsknocie… ale to nie będzie taka bajka „bym się uśmiechała”… Więc o czym?? o kim??
Byłem dzisiaj na takim spotkaniu, gdzie dużo się mówiło o pomocy drugiemu człowiekowi… i było tam dobre i złe zakończenie… I był tam chłopak, co to oddając swój szpik pomógł 12 letniemu chłopcu w Turcji… i był tam chłopak 29 letni, który czeka na swojego „bliźniaka”… i miał już tego swojego bliźniaka, ale się okazało, że chory jest i nie może oddać cząstki siebie… w jednej chwili więc radość i … Każdy z nas na coś czeka… na kogoś też czeka… I to czekanie czasami kończy się cudnie… czy byłaby to dobra bajka dla ludzi, którzy czekają na… no właśnie na co…

Bo tylko Ona tak mówi do mnie… Napisz dla mnie cokolwiek Grzechu… i to Grzechu zostaje w nicości i w oddali jaka nas dzieli… i jeszcze zostaje w pamięci, pamięci spotkania jakie było…

I oduczyłem się myślenie i oduczyłem się pisania… Choć dla Ciebie napiszę…

- Napisz dla mnie bajkę… taką cudną – powiedziała do mnie z uśmiechem.
- Napiszę… dla Ciebie napiszę… – odpowiedziało się we śnie pięknym…

A może jest tak, że ja słyszę głosy tylko, Twoje i moje … że to co realne, nierealnym się dzieje…. A może to ja sobie Ciebie tylko wymyśliłem, wymarzyłem… wyśniłem…
A może mnie w ogóle nie ma i Ciebie nie ma… Może pustka nas ogarnia… i nikogo nie ma dookoła…

Kolejne jesienne westchnienie, „bo nie skosztuję śmierci”

bo się nie podniosę z tego upadku co to się upadło właśnie… i muszę iść już…

„bo co do mnie, to idę do ciebie Ojcze pastewny żeby może wreszcie znaleźć uspokojenie, zasłużone jak mniemam, zasłużone jak mniemam
bo nawet obłęd nie został mi zaoszczędzony
bo wszystko mnie boli straszliwie
bo duszę się w tej klatce
bo samotna jest dusza moja aż do śmierci
bo kończy się w porę ostatni papier i już tylko krok i niech Żyje Życie
bo stanąłem na początku, bo pociągnął mnie Ojciec i stanę na końcu i nie skosztuję śmierci.”
Bo wydawać się może, że gdzie się pojawię, tam zawsze coś się zadzieje niedobrego… więc może trzeba zejść ludziom z drogi by ich nie niszczyć… może więc trzeba pójść gdzie nie ma nikogo, kogo można by dotknąć… „Nie mam już nic. Ale też nikt mnie nie ma.”, bo tak lepiej kiedy usunę się w bok i nikomu już życia nie popsuję ani nie zrobię zła.. już nie chcę przeszkadzać ani czas zajmować cenny komukolwiek…

dni przeplatane radością i smutkiem… z przewaga smutku… pewna pani powiedziała, że to afektywna dwubiegunowość… chuj wie co to jest i z czym się to je i żyje… ale wiem, że dni pełne niepokoju i pełne bólu… i się ma tego strasznie dość… i usnąłbym wreszcie takim snem, coby nikogo nie boleć ani siebie nie boleć… i uśmiechać się we śnie tym do wszystkich tak jak kiedyś się uśmiechałem…
„bo kto śpi nikomu krzywdy nie czyni

bo rozumiem nie-bycie i nie-czynienie

bo kocham braci moich: Lao-tse, Buddę i Jezusa i kocham wszystkich ludzi …”
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie myślę często o samobójstwie jako o wyzwoleniu się z mojego piekła. Ale nie jest to dla mnie oczywiste. Nie ma w mojej głowie ani jednej oczywistości… Szukam miejsca na tej ziemi, i nie mogę sobie znaleźć miejsca, nie mogę, choć tak bardzo chciałbym.

Bo kiedyś się nie zeszło z drogi i się oberwało .. i się niedawno straciło zęby, bo się moje wędrowanie nie spodobało… komu ja przeszkadzam na tym świecie…. czy komu tak wielką krzywdę uczyniłem… wędrowaniem swym… byciem swym…

przepraszam….

Powrót… dla Ciebie…

I się chciało by już nie być… tak po prostu zniknąć by nie być…

I się by chciało, i się by zrobiło… gdyby się tylko było pewnym, że się jest tym zrobieniem odkupienie… ale się wie że nie jest i się dalej brnie w tą piękną otchłań cudnych manowców, które nie wiedzieć czym albo kim są… I się wędruję iściem swym tym gdzie nikt nie dociera normalny… i się wędruje iściem swym tam gdzie ani wzrok ani stopa nie dotrze… bo się wie że wtedy jest się samym w tym miejscu gdzie nikogo nie ma…

I się idąc ustępuje się miejsca ludziom różnym, bo po co się im narzucać sobą samym swym… i się idąc ustępuje miejsca tym co to krzywo patrzą na cię i na tych co to mają szczęście wielkie w oczach… i na tych co to w ryło walą bez pytania… a ryło się ma jedno i ono to ryło potrzebne czasami jest … nie wiem tak do końca do czego ale miło jest mieć je w całości bo nie zawsze się miało… Się omija szczęście które omijać mnie poczęło kiedym stał się nie człowiekiem a …

I się cały czas wędrując patrze i spoglądam na ludzi…. nie, nie w oczy… one są fałszywe… patrzę na to co w sobie niosą.. a każdy człowiek patrzy i widzi na swój sposób.., a każdy jest innym i każdy jest człowiekiem… bo każdy niesie za sobą to co jest dla niego ciężarem wielkie i to co wie co może pokazać… a nie każdy pokazuje to co chce ale to co może właśnie u siebie pokazać… patrzę na dłonie ludzkie… one mówią najwięcje…

I przestałem już żebrać o cokolwiek… o słowo jakie i gest nieznaczny… i nie uśmiecham się już bo nie ma powodu… I przestałem o czymkolwiek marzyć i cokolwiek planować… i przestałem myśleć też… bo nie warto… bo nie ma powodu dla którego by można zmienić to wszystko…

I tylko Ciebie kocham…

I pomyśl czasami o mnie, pomyśl nie tylko o kimś kto wędruje między ludźmi ale o kimś kto chce i pragnie… i kto ma duszę.. I gdybyś tylko mnie odrobinę pokochała… małą odrobinę…

Wędrówki nad zalewem…

TrzebuszTo miejsce piękne a jednocześnie niespotykane w swojej historii… Nad zalewem w okolicach miejscowości Brzózki… piękny pałac z niesamowitą historią, zdewastowany park z niespotykanymi drzewami, pozostałości ławek w środku lasu… i piękna dzika plaża, po której się spaceruje urzeczonym widokami i czystym piaskiem…

Jeszcze tam wrócę i napiszę o tym tajemniczym miejscu i  tajemniczej grocie, na której zawsze są znicze a wykonanej… no właśnie, tak naprawdę nie wiem z czego…

Trzebusz1 Trzebusz2 Trzebusz3 Trzebusz4 Trzebusz5