Ruiny wieży Quistorpa

P1300105.jak-zmniejszyc-fotke_pl Sobotnie wędrowanie po Lasku Arkońskim i zwiedzanie ruin wieży Quistorpa, to co po wieży zostało. Okoliczności i czas zburzenia wieży nie są do końca jasne. Istnieją dwie wersje, jedna z nich mówi, iż do jej zniszczenia doszło wskutek nalotu Aliantów w 1944, natomiast druga głosi, że wysadzili ją Niemcy w roku 1945 podczas walk o Szczecin

Dojechać do niej można bez problemu tramwajem nr 3 z centrum. Po wyjściu z tramwaju wystarczy skierować się do Lasu Arkońskiego i przez kilkanaście minut iść wzdłuż ścieżki (zdaje się, że to był szlak zielony), aż dojdzie się do zaniedbanych, szerokich leśnych schodów po prawej. Już na schodach wieża powinna być widoczna w oddali.

Ruiny wieży Quistorpa. Niegdyś miejsce niedzielnych spotkań, spacerów, a także największa atrakcja mieszkańców dziś w niczym nie przypomina obiektu z czasów swej świetności.

Warto jednak wrócić do samej genezy jej powstania. Wieżę wybudowana w latach 1900-1904 na zlecenie i ze środków Martina Quistorpa w hołdzie Johannesowi Quistorpowi (ojciec Martina Quistorpa), szczecińskiemu fabrykantowi i filantropowi, fundatorowi wielu inwestycji miejskich i bardzo wpływowemu człowiekowi. Usytuowana na wzgórzu Arkony w Lesie Arkońskim wieża powstała w oparciu o projekt znanego berlińskiego architekta Franza Schwechtena.
P1300125.jak-zmniejszyc-fotke_pl P1300124.jak-zmniejszyc-fotke_pl P1300122.jak-zmniejszyc-fotke_pl P1300118.jak-zmniejszyc-fotke_pl P1300116.jak-zmniejszyc-fotke_pl P1300114.jak-zmniejszyc-fotke_pl P1300113.jak-zmniejszyc-fotke_pl P1300109.jak-zmniejszyc-fotke_pl P1300107.jak-zmniejszyc-fotke_pl

Leśny człowiek

WP_20170225_002Obojętny – nieokazujący zainteresowania kimś lub czymś, niedbający o kogoś lub o coś; też: świadczący o takiej postawie…
Nic tak nie boli jak obojętność jaka i nawet jeśli powiesz, że nie, to jednak ta druga osoba wie i czuje jak to jest… i to czucie najbardziej boli… kiedy wiesz i czujesz…

* * *

„Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć,
Tęskność zawrotna przybliża nas.
Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwu planet,
Cudnie spokrewnią się ciała nam.”

* * *

wszystko mogę, nic nie muszę… takie powiedzenie, nie wiem skąd mi przyszło do głowy właśnie dzisiaj… choć to żaden lepszy dzień, ale też żaden gorszy też nie jest dzień… jak każdy… może wieczór bardziej samotny w samotności, po leśnym wędrowaniu i drzew słuchaniu….

P1300130.jak-zmniejszyc-fotke_pl… i się spoglądało na człowieka leśnego w jego „gospodarstwie” leśnym, nie tyle z ciekawości ile z zazdrości niejakiej, że się samemu tak nie uczyniło i się samemu nie zamieszkało leśnie… z oddali się oglądało, by nie naruszyć jego domu ani prywatności jakiej… z oddali się spoglądało i się wiedziało, że mieszka On w ziemiance, bo nie widziało się ani namiotu ani legowiska jakiego… i dym się widziało, bo pewnie obiad zamierzał gotować… nie przeszkadzałem … odszedłem dalej w swoją drogę… i tylko zazdrość pozostała jaka…

- dlaczego dzisiaj w domu? – zapytał Ktoś
- a gdzie powinienem być Twoim zdaniem – odpowiedziało się z niechęcią, bo się już wiedziało, ze rozmowa do niczego nie doprowadzi, jak tylko do nerwu wiecznego…
- może gdzieś miedzy ludźmi? – odpowiedział Ktoś. Lubisz samotność?
I się już wiedziało, ze się musi tak odpowiedzieć, bo kto lubi samotność. I kto może się o to pytać… Tylko Ktoś, kto samotnym nie jest ani nie był, ani nie został przez samotność przeciągnięty.
- znasz kogoś kto lubi samotność… – się szybko odpowiedziało, bo się widziało już chęć zadania kolejnego pytania niewygodnego, złego, złośliwego… nie pasującego. I się wiedziało, że się musi szybko zakończyć tę rozmowę niedobrą, rozmowę donikąd prowadzącą…
- raczej nie – odpowiedział jednak szybko Ktoś…
- więc sama sobie odpowiedziałaś…

* * *

„– Słyszysz, jak pada?
– Leje porządnie.
– I zawsze będziesz mnie kochał, prawda?
– Tak.
– Deszcz temu nie przeszkodzi?
– Nie.
– To dobrze. Bo ja się boję deszczu”.

Ernest Hemingway, Pożegnanie z bronią

Kolejny witraż

WP_20170222_002Wykonałem swój kolejny witraż… nie jest to może żadne dzieło wielkie, ale ile daje satysfakcji tworzenie czegoś… Uczę się po prostu tego nowego…
To miała być żaglówka na tle słońca… może nie wygląda, może za mało się przyłożyłem, ale to dopiero czwarta rzecz wykonana przeze mnie…

Teraz się uczę i dostrzegam jakie błędy popełniam… czy starczy mi czasu by nauczyć się więcej… czy starczy cierpliwości.. chęci… czy ktoś powie, dobra robota Grzechu….

Samotność wśród książek i sprasowanych myszy*

… trzeba mi wrócić, do tego co było… do wędrowania… do książek zaczytywania i opisywania… do pisania… bo to co robię nie powie, że należy zwolnić, spowolnić, czy tez przystopować…

* * *

zbyt-glosna-samotnosc-b-iext24693165Samotność wśród książek i sprasowanych myszy*

O czym jest ta książka? O samotności, to zbyt proste chyba… o ludzkiej samotności i o bólu jaki ta samotność zadaje… o tym jest właśnie „Zbyt głośna samotność” Bohumila Hrabala. Książka, do której wróciłem po latach, wcześniej chyba mało rozumiejąc słów tam wiele napisanych i mało rozumiejąc istotę tego co przeżywał Haňťa, który trzydzieści pięć lat pracuje przy starym papierze i to jego jego love story.

„(…) ale taki już jestem, stale proszę o wybaczenie, i zdarzało się nawet, że prosiłem sam siebie, bym sam sobie wybaczył to, czym byłem, co tkwiło w mej naturze…”

Haňťa który trzydzieści pięć lat pracuje przy starym papierze, pakując go, dostrzega, że w tych książkach, które przychodzi mu zgniatać jest wiele pięknych opisów, wiele reprodukcji, które musi niszczyć… więc zaczyna tworzyć z nich małe „dzieła sztuki” a wiele z książek znosi do domu, który staję się świątynia książki ale też i zgubą dla niego, bo dwie tony książek nad głową wisi podczas gdy on śpi na łóżku pod nimi… książki stają się całym życiem Haňťi, i kiedy odsunięty zostanie od nich, wie, że książki znikną bezpowrotnie w obojętności nowych pracowników…
Całym życiem Haňťa są książki i jego maszyna, na której pracuje całymi dniami. Po przejściu na emeryturę zamierzał nawet swoją maszynę zabrać i postawić w ogrodzie, aby codziennie móc robić jedną paczuszkę, którą by ludzie podziwiali. Tak samo zachował się jego wuj, któremu koledzy po przejściu na emeryturę zbudowali w ogrodzie mini trasę kolejową, razem z budką i szlabanem – w ten sposób, co sobotę wuj mógł znów być szczęśliwym, poświęcając się swojej pracy. Bo praca to nie tylko przykry obowiązek, ale szczęście, całe życie.

„Siedzę już w domu w półmroku, siedzę na stołku, głowa opada mi i dotykam w końcu wilgotnymi wargami kolana, i jedynie w ten sposób zapadam w drzemkę. Niekiedy śpię tak w pozycji thonetowskiego krzesła aż do północy, a obudziwszy się unoszę głowę i nogawkę mam na kolanie przemoczoną od śliny, gdy zwinąłem się tak w kłębuszek i skuliłem niczym kotek na mrozie, niczym drewno fotela na biegunach, bo ja mogę pozwolić sobie na ten luksus, żeby być opuszczony, choć ja nigdy opuszczony nie jestem, ja jestem tylko sam, by móc żyć w zaludnionej myślami samotności, bo ja po trosze jestem entuzjastą nieskończoności i wieczności, a Nieskończoność i Wieczność chyba gustują w takich ludziach jak ja.”

to są chyba najmocniejsze słowa o samotności, taki manifest, krzyk jaki wśród wielu okrzyków o samotności… takiej samotności doświadcza wielu ludzi, jednak niewielu potrafi tak dosłownie o niej napisać… ja nie potrafię tak napisać, choć w wielu razach to co napisał Hrabal

I jeszcze kilka cytatów, które mnie urzekły, a które nadają sens życiu.. tak mi się wydaje…

„Lecz uśmiecham się, bo w teczce niosę książki, po których się spodziewam, że wieczorem dowiem się z nich o samym sobie czegoś, czego jeszcze nie wiem.”

„(…) ja w ogóle kochałem zmrok, to była jedyna chwila, kiedy miałem wrażenie, że może się stać coś wielkiego, że po zmierzchu, o zmroku wszystkie rzeczy są piękniejsze, wszystkie ulice, wszystkie place, że wszyscy ludzie wieczorem, gdy tak idą, są piękni niczym bratki, miałem nawet wrażenie, że ja również jestem pięknym młodym mężczyzną, o zmroku lubiłem przeglądać się w lustrze, lubiłem widzieć swoje odbicie w szybach wystaw sklepowych, nawet kiedy po zmierzchu dotykałem palcami twarzy, stwierdzałem, że nie mam ani jednej zmarszczki, ani koło ust, ani na czole, że z nadejściem zmroku w codziennym życiu nastąpiła ta pora, której na imię piękno.”

„jestem dzbanem pełnym żywej i martwej wody, starczy, bym się lekko nachylił, a cieką ze mnie same piękne myśli,”

„Dzięki książkom i z książek dowiedziałem się, że niebiosa wcale nie są humanitarne i że człowiek humanitarny nie jest, nie żeby nie chciał, lecz dlatego, że byłoby to sprzeczne z poprawnym myśleniem.”

I tylko śmierć zdaje się być przewidywalna… zgnieciony wraz ze swoimi książkami Haňťa nie pasuje do świata, który Go zaczął otaczać po latach, do nowoczesności, do bezdusznego książek zgniatania… zabiła Go obojętność wszystkich i wszystkiego… po trochu Go tak zabijała…

* tytuł zaczerpnąłem od kogoś… wydaje mi się tak bardzo pasujący do ksiazki

A czy potrzeba tytuł?!

Znowu wędrowałem… tym razem w innym mieście, nieznanym i dużym, a sądzę że i mało przyjaznym dla mnie ze Szczecina… wiem, stuknięty jestem i to nieźle… Bardziej od wędrowania po obcych miastach nienawidzę jednak samotności w czterech ścianach… rzygam już tym… wiecznym mówieniem do siebie samego… do myśli zbyt głośnych… zagłuszających ciszę….

* * *

… i tylko czasami głośną muzyką

uspokajam myśli moje

błądzące gdzieś wokoło…

i tylko muzyką głośną

uciszam sumienie moje….

* * *

„…Pomyślałem też, że tam jest cicho i między umarłymi , można się czuć półumarłym, jak się bardzo chce, więc wtedy cała moja nienawiść to będzie półnienawiść, cały mój ból to będzie połowa bólu, więc będzie lepiej może o połowę.” E.S.

Powracam do Jego twórczości, jak narkoman powraca do narkotyków… ciągle odnajduję coś nowego… coś niesamowitego w tym zaczytaniu Stachury… kiedyś się samemu tak napisze… kiedyś tak będzie jak głosy znikną wreszcie z głowy mojej… miało być lepiej a wyszło jak zawsze… czyli do dupy…

* * *

muszę to napisać, bo nie lubię niedopowiedzeń, ani niedomówień jakich… we mnie nic, nawet na milimetr się nie zmieniło… ani słów powiedzenie ani słów napisanie… nic… musisz zamilknąć na czas jaki, to musisz… nic po mnie skoro nie potrafiłem doprowadzić byś dalej nie zamykała się… zawiodłem i to zawiodłem na całej linii… jak zawsze… kiedyś już CI opowiadałem i mówiłem… zawsze będę winę na sobie skupiał, że coś źle zrobiłem albo coś źle powiedziałem… i tak będzie… Ty musisz odpocząć, przemyśleć, pobyć sama… ale wiedz jedno… we mnie nie zmieniło się nic… trochę trudniej pobędzie, ale chyba już powoli przyzwyczajam się do życia takiego… samotność mnie pokochała… więc muszę być samotnym, choć tego nie cierpię… pamiętaj, że jestem tam daleko i czekam… i pamiętaj jeszcze, że właśnie obojętność wszystko niszczy i jeszcze nie rozmawianie… ale skoro tak wybrałaś to Twój wybór to jest…

* * *

Jebał to pies wszystko….

A może by tak zniknąć …

kaja„Czy to nie ironia losu? Ignorujemy tych, którzy nas uwielbiają. Uwielbiamy tych, którzy nas ignorują. Kochamy tych, którzy nas ranią i ranimy tych, którzy nas kochają.”

* * *

Za mało pisania mojego jednak, a tak by to pisanie przyjemność mi dawało…. tak jak listy pisane i wysyłane daleko… tą przyjemność dają, bo się wie, że ktoś tam czeka i czyta to… Za niedługo powstaną pierwsze trzy rozdziały i nowy scenariusz tego… za szybko by mówić-pisać że nastąpił przełom jaki, bo on nie nastąpił… Nie nastawiam się na nic… ani na ten ani na przyszły rok… nastawiam się na słów tworzenie i układanie by powstało to…

* * *

czyż nie potrzeba nam wielkich zmian w tym co wokoło nas jest… czyż nie powinno się uciec, schować od świata tego cywilizowanego, które nic nam z siebie nie daje… nie nie ten świat,m to ludzie tworzący ten świat… więc ucieczką od ludzi jest pomysł na świata odzyskanie…
… obudziłem się w sobotni poranek, spoglądając w okna gdzie cudnie dzień wstawał… a była to wczesna bardzo godzina, kiedy słońce niepostrzeżenie czerwienią wychodzić zaczęło… przypomniała mi się wczorajsza rozmowa z kimś, kto okrutnie został skrzywdzony przez drugiego ludzia, bo to ludź był skoro podnosił rękę na swoje kochanie, bo tak Jej mówił wcześniej a może wtedy kiedy trzeźwym był… i Ona mi powiedziała, że dziwna sprawa bo rozum Jej mówił uciekaj, a serce mocno trzymało w miejscu… jak to możliwe…. „nie pytaj się” – powiedziała, ale tez powiedziała, że w trudnych chwilach słuchała Jacka Kleyffa, nie znałem, więc pół nocy słuchał i czytałem… cudne piosenki i cudne słowa…
Przeczytałem kiedyś, niedawno zresztą, taki wpis… „czasem mam ochotę jebnąć to wszystko i wyjechać w ch… daleko…” coś jest na rzeczy bo przestałem pasować do otaczającej rzeczywistości, a rzeczywistość nie lubi nie pasujących… stają się marginesem społeczeństwa w siebie zapatrzonego… więc może wyjściem jest zniknięcie niejako…

* * *

nie sądzę… by przeszłość sama zamknęła się już… więc to bardziej takie domknięcie niż zamknięcie… raczej potwierdzenie zamknięcia i pewność że się domknęło i chyba zamknęło za sobą … i się ma już pewność przynajmniej, że to co było, się już zakończyło… to było w połowie stycznia… z przedziwnym przeświadczeniem jednoczesnego zamknięcia i … rozpoczęcia… czy będzie tak jak myślę i czuję?

* * *

kaja1Wieczornie z Kaja Kowalewska i Agnieszka Marta Walczak w Manufakturze, podczas mojego wyjazdu do Łodzi, gdzie coraz częściej bywam. Cudne rozmowy o słów wierszem pisanie i tychże słów czytanie i zaczytanie… o nowej książce, która wkrótce pojawi się.. o uczuciach, wspomnieniach i życiu… Jaka jest Kaja? Niespotykanie dla mnie bliska i dość niespodziewanie normalna w tym co mówi o swoim pisaniu… Często jakbym siebie słyszał i jakbym siebie widział… Z niecierpliwością czekam na Jej nową powieść, bo ma być inna… ma być bardzie do ludzi niż dla ludzi… czy dowiem się czegoś nowego o życiu z książki tej?…