Noworocznie…

„I nie urodziłem się wielkim, potężnym dębem, gonną olchą. I nie urodziłem się niczym innym, tylko tym, czym jestem. I nie urodziłem się z pozorami. Tylko z nerwami. Z nerwami tuż pod cieniutką skórką.”

— Edward Stachura

Potrzebuje kawy by jasno myśleć. I świeżego powietrza. Deszczowej nocy. Cichej nocy do wędrowania… Bo wtedy wiem, że jestem tym kim byłem a nie tym kim jestem… Się za bardzo zapomina o tym, kim się jest, a przecież są inni co pamiętają i do ziemi ściągają… i są tacy co przypominają…

Potrzebuję ziemi do stąpania po niej boso,
potrzebuję powietrza do oddychania głęboko..
Potrzebuję wody do zanurzenia głowy swojej.
Potrzebuję Ciebie by nie zapomnieć o życiu…

Potrzebuję cichej nocy do wędrowania samotnego po ulicach tego miasta, po parkach i cmentarzach … i by napisy odczytać, „jesteś tym kim ja byłem, ty będziesz tym kim ja jestem” … potrzebuję nocy cichych by zaglądać do okien ludzkich, by zobaczyć to czego nie mam a co było… potrzebuje nocy cichych by myśleć o Tobie…

Zapomniałem już co to radość i uśmiech naturalny… Zapomniałem o życiu i o tym jak życie można spełniać. Wiele zapomniałem… zamknąłem się w sobie i tak tkwię w tym zamknięciu jakim jak wiezień sam się zamknąwszy za kratami…

Schowałem się w skorupę swoją nijaką i tylko czerpać z mądrości innych potrafię… obdzierać ich z wiedzy i twórczości jak hiena obdzierająca trupy ze skóry… Schowałem się w swoją skorupę, zamilkłem i zapłakałem…

* * *

„A moje wiersze spal, zrób co chcesz
Bo jawnie szydzi z nas ich każdy wers”

— Kortez

Odczyń zły urok. Proszę. By myśli mogły przedrzeć się przez emocje. A usta oddychać. Potrzebuje tylko…notesu odpowiedniej chwili. Dnia. Tygodnia. Kwintesencji niewysublimowanej ludzkości. Odrobiny życia z życia banalnej codzienności. Muszę pomyśleć. Zatopić się w czasie. Dać się mu pochłonąć. Wykraść dziadkowi czas potrzebny na spędzenie kilku chwil. I go nie oddać. Zmarnotrawić. Od tak.

A kiedy każdego poranka, z powstałych z martwych
powstaje człowiek jaki, to myśli by móc być i trwać…
Zwlekając swe ciało z martwych powstałe…
a kiedy każdego poranka zmuszając się do życia jakiego
myślimy co też by temu życiu uczynić dobrego..
albo i nie dobrego, bo życie dobrem nijakim
życiem dobrym i nijakim bywa…

- Myślisz, że wielką nadzieję miałem na spotkanie… z Tobą? – powiedziało się jakiś czas temu, kiedy się wiedziało, że się chce.
- Nie miałbyś tej nadziei, gdybyś tego nie chciał – się usłyszało i się nie wiedziało się skąd się to usłyszało…
Bo gdyby istniały cudy świata jakie, tobyśmy się spotkali tam gdzieś… gdzie w natchnieniu świata wielkiego zwykli ludzie spotykać się mogli… albo mogą…
- Czytuję eseje Rilkego o potrzebie poezji i powstaniu tejże poezji – powiedziałem, nie wiedząc po co to w ogóle mówię…
- Czy Rilke pomoże Panu Szanownemu w uzyskaniu spokoju duszy swojej – powiedział głos ponownie nie wiedząc skąd.
Może i tak jest, ale kiedy się człowiek zaczyta wielce to może i temu człowiekowi pomoże co w życiu… „Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.” się przeczytało u Hrabala… w jego „Zbyt głośnej samotności”… i się zrazu pomyślało … pomyślało i dopisało swoją część – bo nie sztuką jest pięknie czytać a sztuką jest tak złożyć słowa, by te stały się tym cukierkiem, do którego z chęcią sięgną ci, których przyciągnie ciekawość do słowa… tak by słowa czytane rozpłynęły się nam w ustach jak ten likier…
- Czymże więc jest słowo powiedziane albo wypowiedziane – powiedziała… Czy tylko słowem? A może duszą wewnętrzną, kiedy mówisz tak do mnie…
- Słowo wypowiedziane jest słowem i czynem… jest mną i Tobą… jest spokojem i jest częścią nas – się znowu powiedziało nie wiedzieć komu i gdzie, jakby się do siebie mówiło i o sobie…
Czy tylko słowo jest czynem… A może czyn staje się czasami słowem… a może tylko tak sobie wmawiamy, a życie nie składa się ze słów układania ani czynów wdrażania ze słów… a może w oczach naszych widzimy co w nas… Bo w oczach tkwi siła duszy… – się pomyślało zanim się spojrzało na dziewczynę obok leżącą…
Się spojrzało i się zrozumiało, że bezmiar samotności powoduje wielkie spustoszenie umysłowe… się z nikim nie leży ani tym bardziej z nikim nie rozmawia… się tylko myśli, że się rozmawia i słucha i czuje się też… ale się nie jest…
Więc czegóż chcecie ode mnie upiory wieczorne… strzygi jakie… dajcie snu zaznać…

* * *

„Chciałem i nawet jeszcze chciałbym zaczepić się jakoś o ten świat, ale ciągle nie udaje mi się to. Dni mijają, a mnie się to nie udaje. Co mogę zrobić?
Pisanie tyle razy ratowało mnie z ciężkich smutków, a tym razem nic z tego, choć już zapisałem tyle stron. I piszę dalej, i bez smaku, ten bezsmak, który całkowicie mną zawładnął, jest najstraszliwszy. […] A czy nie można by wyjść śmierci na spotkanie?”

— Edward Stachura

Jestem odmieńcem, odszczepieńcem… jestem pijakiem… jestem mordercą słów jakich… bezczeszczę piękno jakie… ale też jestem… autorem słów pięknych i trudnych… jestem sobą w lesie, w mieście nocą… jestem tym kim chcę być i tym kim byłem… dawno temu…

Tworzenie… to forma terapii dla ciała i duszy… pisane to terapia dla myśli… ja robię itworzę sam dla siebie… lubię prostotę… sam robię sobie meble, bo takie mi najbardziej się podobają… lubię swoją glinę i potworki, które z niej robię… lubię swoje szkiełka i witraże, które powstają z nich… lubię patrzeć przez te witraże na słońce świecące… lubię las i drzewa… i śpiew ptaków… i wędrowania albo spływanie kajakiem po wodach… lubię ciszę i proste życie… i zioła zbieranie, i ziół leczenie… i dziko rosnące rośliny i to co ludzie opowiadają o lesie i drzewach… a potrafią opowiadać cudnie… nie tak jak ja…. znają się na tym i wiedzą o czym mówią, a ja wsłuchany w pich opowieści widzę się tam w puszczy… jak małe dziecko z otwartą buzią…

a i jeszcze jedno chciałem napisać… jak już się kiedyś spotkamy, bo to nigdy nie wiadomo kiedy się spotkamy przecież… i jak już się spotkamy jednak, to nie spodziewaj się pana z walizką jaką a faceta z dwudniowym zarostem i z plecakiem … i takim dziwnym wyrazem twarzy co to poznaje zawsze coś nowego… jeśli się kiedykolwiek spotkamy… jeśli…

* * *

„Między nami mówiąc, wszystkie moje książki, wiersze i proza były modlitwami do Boga, którego ja nazywałem Cudne manowce, Widok nad widoki, Zjawa realna, Biała lokomotywa, Kropka nad ypsylonem czy jeszcze inaczej. I były nieustającą spowiedzią.”

— Edward Stachura

Spoglądamy często ku sobie, wiemy że jesteśmy i spoglądamy na siebie… ja wiem że Ty tam jesteś i wiem że patrzysz na mnie, boś Ty Miłością jest i Odkupieniem… Bo Ty nie opuścisz żadnego ze swych dzieci … Ty wybaczasz i w Swej Mądrości prowadzić ku prawdzie…

Spoglądamy na siebie ja patrzy syn na Ojca i Ojciec na syna… kiedyś jeszcze porozmawiamy, kiedyś jeszcze powiem Ci o tym co we mnie siedzi i siedziało… powiem Ci wszystko co dobre i co niedobre… i wiem, że Ty mnie wysłuchasz…

Boże bądź mnie Miłosiernym… i nie zapominaj o słudze Swym, który zbłądził tylko…

* * *

List do pozostałych

Umieram
za winy moje i niewinność moją
za brak, który czuję każdą cząstką ciała i każdą cząstką duszy,
za brak rozdzierający mnie na strzępy jak gazetę zapisaną hałaśliwymi nic nie mówiącymi słowami
za możliwość zjednoczenia się z Bezimiennym, z Pozasłownym, Nieznanym
za nowy dzień
za cudne manowce
za widoki nad widoki
za zjawę realną
za kropkę nad ypsylonem
za tajemnicę śmierci w lęku, w grozie i w pocie czoła
za zagubione oczywistości
za zagubione klucze rozumienia z malutką iskierką ufności, że jeżeli ziarno obumrze, to wyda owoc
za samotność umierania
bo trupem jest wszelkie ciało
bo ciężko, strasznie i nie do zniesienia
za możliwość przemienienia
za nieszczęście ludzi i moje własne, które dźwigam na sobie i w sobie
bo to wszystko wygląda, że snem jest tylko, koszmarem
bo to wszystko wygląda, że nieprawdą jest
bo to wszystko wygląda, że absurdem jest
bo to wszystko tu niszczeje, gnije i nie masz tu nic trwałego poza tęsknotą za trwałością
bo już nie jestem z tego świata i może nigdy z niego nie byłem
bo wygląda, że nie ma tu dla mnie żadnego ratunku
bo już nie potrafię kochać ziemską miłością
bo noli me tangere
bo jestem bardzo zmęczony, nieopisanie wycieńczony
bo już wycierpiałem
bo już zostałem, choć to się działo w obłędzie, najdosłowniej i najcieleśniej ukrzyżowany i jakże bardzo i realnie mnie to bolało
bo chciałem zbawić od wszelkiego złego ludzi wszystkich i świat cały i jeżeli tak się nie stało, to winy mojej w tym nie umiem znaleźć
bo wygląda, że już nic tu po mnie
bo nie czuję się oszukany, co by mi pozwoliło raczej trwać niż umierać; trwać i szukać winnego, może w sobie; ale nie czuję się oszukany
bo kto może trwać w tym świecie – niechaj trwa i ja mu życzę zdrowia, a kiedy przyjdzie mu umierać – niechaj śmierć ma lekką
bo co do mnie, to idę do ciebie Ojcze pastewny żeby może wreszcie znaleźć uspokojenie, zasłużone jak mniemam, zasłużone jak mniemam
bo nawet obłęd nie został mi zaoszczędzony
bo wszystko mnie boli straszliwie
bo duszę się w tej klatce
bo samotna jest dusza moja aż do śmierci
bo kończy się w porę ostatni papier i już tylko krok i niech Żyje Życie
bo stanąłem na początku, bo pociągnął mnie Ojciec i stanę na końcu i nie skosztuję śmierci.

— Edward Stachura

nigdy nie udało mi się stworzyć cokolwiek wielkiego, albo choć dużego… choćby mniej więcej dużego, ani żadnego…. stworzyłem siebie nijakiego i nijako tworzę… dla siebie samego…

* * *

Kiedy coś cytuję to tylko dlatego, że uważam te słowa zacytowana, spisane i napisane za coś co nie potrzebuje już zmian jakich… nie potrzebuje myślenia większego… bo słowa te są nieskończonością i cudnością wielką…

Kiedyś się to skończy… na pewno… się skończy i dla mnie i dla Was i dla Ciebie …