Marynowane żołędzie … i inne …

WP_20161124_009Żołądź jest owocem drzewa dębowego o charakterze owocu szupinkowego. Składa się z miseczki o orzecha. Mają charakterystyczny wygląd, w czasie dorastania są zielone a następnie lekko brązowe. Są głównym źródłem kolejnych dębów, gdyż służą przede wszystkim do siania. Przez lata były jednak stosowane również przez ludzi jako źródło skrobi i chętnie spożywane.

Poza opisanymi poniżej przepisami z żołędzi przygotować można między innymi mąkę. Wykonuje się ją przez gotowanie, o którym było wyżej a następnie suszenie żołędzi w temperaturze 200 stopni Celsjusza. Po dobrze przygotowanym suszeniu można przeprowadzić mielenie żołędzi, na drobną mąkę.

Przygoda z żołędziami rozpoczęła się dość niespodziewanie. Przeglądając strony internetowe dostrzegłem informację o żołędziach. Był tam między innymi przepis na marynowane żołędzie, ale również inne informacje dotyczące właściwości żołędzi i ich stosowania przed wiekami. Okazuje się, że żołędzie były powszechnie stosowane w dawnej Polsce. Tak dotarłem do książki Łukasza Łuczaja „Dzika kuchnia” oraz pracy zbiorowej pt. „ Jadalne rośliny dziko rosnące”. Będzie jeszcze okazja by książki obie omówić tu.
Te marynowane żołędzie na tyle mnie zainspirowały, że postanowiłem zadziałać. Zebrałem takie najdorodniejsze ze środka samej Puszczy Bukowej. Odnalazłem drzewo gdzie żołędzie były dorodne, dojrzewając w promieniach słońca. Z zebraniem nie było problemów, one się zaczęły kiedy trzeba było żołędzie obrać z twardej powłoki… ha, to dopiero się nakombinowałem, bo na dwa słoiki, które planowałem zapełnić żołędziami, trochę ich potrzeba, a łuskanie nie jest takie proste. Dość powiedzieć, że sposób jaki sam sobie opatentowałem, polega na tym, że odcinam końcówki żołędzia, nacinam po długości i twarda skórka daje się łatwo zdjąć. Pozostała zalewa, ja wykorzystałem taką jaką się używa do marynowanych ogórków… zagotowałem i zalałem żołędzie. Następnie 30 minut pasteryzowałem.
Słoiki jeszcze stoją, szukam szczególnej okazji by skosztować marynowane żołędzie. Na pewno wykorzystam je do sałatek przeróżnych, ale dodam też do pieczonego mięsa… czy będzie smakowało… zobaczymy…

Kawa żołędziowa z kawiarki

Czas przygotowania 10 min + 3 doby ługowania

Składniki na ok. 10 filiżanek:
1 kg żołędzi
6 l wody źródlanej
1 łyżka sody oczyszczonej
do smaku kardamon, laska cynamonu, gwiazdka anyżu kilka goździków

Żołędzie najlepiej zebrać po przymrozkach lub późną jesienią. Ze skorupki wyłuskać nasiona i grubo posiekać. 1 kg nasion zalać 2 l gorącej wody, dodać sody. Odstawić, najlepiej na całą noc. Kolejnego dnia wodę odlać, żołędzie przepłukać i wszystko ponownie zalać 2 l gorącej wody. Trzeciego dnia cały proces powtórzyć. Po ostatnim odcedzeniu żołędzie zemleć w blenderze. Masę ułożyć cienka warstwą na blasze wyścielonej papierem do pieczenia i suszyć w temp. 50 stopni C do momentu, aż proszek stanie się suchy. Wysuszony proszek ponownie zemleć, a następnie prażyć ok. 5 min na suchej patelni, dokładnie mieszając. Pojemnik na wodę w kawiarce wypełnić do wyznaczonego poziomu. Do kawiarki wsypać ok. 2 łyżeczek kawy żołędziowej. Dodać rozgnieciony kardamon, goździki, kawałek kory cynamonu i niewielką gwiazdkę anyżu. Zaparzyć. Podawać np. z mlekiem.

Mus z żołędzi i czekolady
składniki na 4 porcje:

100 g żołędzi
50 g gorzkiej czekolady
300 g śmietany 30 %
2 łyżki cukru pudru
30 ml rumu

Wyługowane żołędzie (patrz przepis wcześniej) dokładnie zblendować na gładką masę. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Schłodzoną śmietanę ubijać na niskich obrotach i dodawać cukier puder. Odłożyć kilka łyżek śmietany do dekoracji. Na niskich obrotach dodawać do pozostałej śmietany roztopioną czekoladę. Następnie łyżką delikatnie wmieszać masę żołędziową a na sam koniec rum. Powstały mus przełożyć do pucharków i wstawić na 30 min do lodówki. Po tym czasie mus udekorować kleksem bitej śmietany. Można posypać startą czekoladą lub podprażonymi żołędziami.

Przepisy za „Siedlisko. Magazyn dla ludzi z pasją”

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.