Pourodzinowo …

fotkaNiby urodzinowo było kilka dni temu, ale trzeba by było wrócić na chwilę do dnia tegoż… Kolejne urodziny spędzone samotnie były… dobrze, że choć była niedziela i od rana spędzałem dzień w autobusie by dojechać do trzebieży na siatkówkę. Dzięki temu nie spędzę urodzinowego dnia ani w samotności ani w samotnym upijaniu się…
To dziwne uczucie… choć wiemy, że fejsbukowi znajomi tylko dlatego nam składają życzenia, ponieważ tenże fejsbuk wszem i wobec przypomina o tym, sprawia nam to przyjemność. To dość dziwne, nasza świadomość i przyjemność z tego płynąca… choć znajomi-nieznajomi składają mniej bądź bardziej szczere życzenia…
Bo ja gdy tylko chce to mogę, ale chciejstwo moje nie zawsze jest dobre, więc może bardziej nie chcieć niż chcieć!!!

* * *
Widziałem jaką drogę mam przed sobą. Byłem biedny i tak już miało zostać. Ale właściwie nie chciałem pieniędzy. W ogóle nie wiedziałem czego chcę. Owszem wiedziałem: mieć jakąś dobrą kryjówkę, jakieś miejsce, gdzie mógłbym nic nie robić. Na samą myśl, że muszę kimś zostać ogarniał mnie nie tylko strach, ale wręcz mdłości. Nie mogłem znieść myśli, że zostanę prawnikiem, radnym, inżynierem czy kimś takim. Ożenię się, będę mieć dzieci, dam się złapać w strukturę rodzinną. Codziennie będę chodził do pracy i wracał. Niemożliwa sprawa. Robić to i owo, załatwiać jakieś proste drobiazgi, brać udział w rodzinnych piknikach, Gwiazdkach, Czwartych Lipca, Dniach Pracy, Dniach Matki… czy człowiek rodzi się tylko po to, żeby znosić takie rzeczy, a potem umrzeć? Wolałbym już zmywać gary, wracać do jakiejś klitki i samotnie upijać się do snu.

Charles Bukowski, Z szynką raz!

* * *

W urodziny dwa niezwykłe spotkania, a raczej moje przyglądanie się osobom niźli spotkania, bo przecież tych osób nie znam … Wpierw starszy człowiek siedzący na przystanku zajadający cuchy chleb… drugi kobieta, która się do mnie przysiadła w autobusie… kobieta mówiąca do siebie… głośno wyraźnie tak by wszyscy słyszeli…
Ileż pokory w tym starszym mężczyźnie było, kiedy tak siedząc samotnie na przystanku spożywał suchy chleb… ale też ile upokorzenia w tym wszystkim, by na starość samotnie spożywać suchy chleb…
Człowiek ten nie wyglądał raczej na bezdomnego – chociaż w tym mogę się mylić, bo przecież nie wszyscy bezdomni to alkoholicy, od których śmierdzi z daleka – wyglądał raczej na zmęczonego życiem i tym co to życie u schyłku swoim Mu przyniosło… Cóż przykre to…
Druga osoba przysiadła się do mnie w autobusie – ostatnio dużo przemieszczam się komunikacją miejską, z konieczności – głośno mówiąc „przysiądę się do pana”. Nie zdziwiłem się bo przyciągam rożne osobowości do siebie w tym na pewno ludzi z odmiennym postrzeganiem świata…
Przez całą drogę Kobieta mówiła do siebie, mówiła o swojej Matce, Babci, Dziadku, bez przerwy gestykulując… Kiedy na moment tylko milkła, ręce jej opadały na kolana, a ona sama patrzyła mi prosto w oczy… „ma piękne niebieskie oczy – się pomyślało”.
Nie wymieniliśmy żadnego zdania… zresztą nie wiem czy Ona by chciała… za to usłyszałem opowieści o jej rodzinie… wysiadłem z autobusu Ona pojechała dalej…

* * *

„Słońca nie ma, jest ciemność i widniejący księżyc. To nie jest noc…Ale przecież księżyc nie świeci bez słońca, czyli gdzieś ono jest, gdzieś jest radość i światło…”

* * *
„Wiesz… Przeraziłabyś się gdybym pokazał Ci wnętrze mojego serca. Bo zobaczyłabyś wszystkie demony, które się w nim kryją. Zobaczyłabyś dzikie, bezkształtne i krwiożercze bestie o wściekłych, zielonych oczach. Bestie, które gotowe są rozszarpać niemal wszystkie moje uczucia.
Bo widzisz, moja droga… W moim sercu, zamiast wiary, nadziei i miłości, goszczą ciągle rozpacz, ból i tęsknota.
I mrok.”

Mikołaj Bajorek

Domek dla Gabrysi lalki, która „nie ma gdzie mieszkać” :)

WP_20150808_001Zaczęło się banalnie…
- Tata, moja lalka nie ma gdzie mieszkać ani gdzie się uczyć – powiedziała pewnego dnia Gaba.
Poważna mina i zatroskane oczy wskazywały, że sprawa jest bardzo poważna.
- Nie martw się coś wymyślimy i zrobimy – powiedziałem, nieświadom tego w co się wpakowałem właśnie.
Po kilku dniach zrobiłem z jakiegoś pudła domek, z prawdziwymi oknami i daszkiem. Do tego burko, fotelik i łóżko… Takie kolorowe w tulipany, łóżko oczywiście.
- Hmmmmm, a gdzie łazienka, gdzie salon i kuchnia – powiedziała Gaba poważnie, oglądając moje cudo. Tata, ogarnij się to ma być prawdziwe mieszkanie, nie takie na niby…
Cóż, rad, nierad musiałem przyznać Jej rację.
- Dobra, dobuduję – powiedziałem.
I tak od tygodnia grzebie się w kartonach, kleju z mąki, gazetach i farbach bo dom musi być pomalowany oczywiście. Ściany zewnętrzne na różowo bo tak modnie ponoć jest… Ja się nie znam na „tryndach” więc posiłkuję się wiedzą mojego pomocnika, a raczej pomocniczki, która z regularnością co godzinę pyta się:
- Jak długo lalka będzie mieszkała na dworze?
No oczywiście, wina moja, bo się guzdram… Bo nigdy domku nie budowałem… bo tysiące innych powodów, na które oczywiście wpływu nie mam.
Efekt końcowy na razie nie znany. Tu wstawiłem domek-niedomek w pierwszej wersji. Obecny wiele się różni… Tak zostałem budowniczym lalkowych domków.

WP_20150808_002 WP_20150808_003

Przecier pomidorowy

WP_20150729_001Sposobiłem się do zrobienia przecieru już w ubiegłym roku. Wówczas mi nie wyszło, z różnych zresztą powodów… W tym roku się udało…
Przepis jest naprawdę prosty, 4 kilogramy pomidorów i sól z pieprzem… Pomidory odparzyłem, zerwałem skórkę i wyciąłem twardy środek. Następnie wrzuciłem do garnka i zmiksowałem blenderem … gotowałem, od czasu do czasu mieszając… Na koniec gotowania dodałem soli i pieprzu do smaku … swojego smaku :)
I teraz najważniejsze, jeśli chcemy mieć gęsty przecier gotujemy dłużej, jeśli rzadszy gotujemy krócej… ja zrobiłem gęstszy … w sumie z 4 kg pomidorów wyszło mi 10 małych słoiczków przecieru…. Będzie pyszna pomidorowa…. :)