„Sam też mogę żyć …”

Można … i nawet z tym człowiek dobrze zaczyna się czuć… z samotnością, samotnymi wieczorami i samotnymi porankami… samotnym dniem i samotna nocą… po prostu nie myśli się o tym tylko żyje dalej swoimi zdarzeniami, wydarzeniami i dniami codziennymi…

* * *

Zastanawiam się często po co mi tylu znajomych na FB…

Przypadkowe poznanie się, zapoznanie się… praktycznie żadne rozmowy… Czas najwyższy zrobić z tym porządek… Ponad pół tysiąca znajomych, z których tak naprawdę ponad połowę się w ogóle nie zna, a tych co się zna, to tak naprawdę się nie zna, bo ciągle nas zaskakują swoimi myślami, swoim postępowaniem, decyzjami … a tych których się naprawdę zna, tych przyjaciół wirtualnych jest tak niewielu, że można by i bez nich się obyć, gdyby nie to że czasami trzeba z kimś porozmawiać…

Spora część z tych znajomych to ludzie, z którymi coś robię do gazety… w jakimś sensie zaspokaja to nasze potrzeby spotykania się i rozmawiania… pomocnik w pracy??? może być …

Czas najwyższy zrobić z tym porządek … pousuwać wszelkiej maści wujków i ciotki dobre rady, co to na wszystko mają odpowiedź i co to nic nie robią tylko pouczają, wypominają, wspominają, nauczają i radzą… jak zawsze radzą i ich rady są najlepsze na świecie bo są ich… czas zrobić z tym porządek…

* * *

Na górnych wieszakach, stojaka na kubki, wiszą dwa podobne do siebie, jednak w dwóch różnych kolorach… Tylko w ten sposób jesteśmy blisko siebie, tak jak miało to być..

Kawa lepiej smakuje bardzo porannie… i z Tobą… Kiedy jednak Cię nie ma, jest kubek Twój…

Siedzę na tym fotelu, co go specjalnie ustawiłem tak by mieć duże okno przed sobą a mniejsze z boku… Dzięki temu widzę przez okno panoramę Odry i dalej jeziora Dąbskiego… czasami przepływające duże statki, żaglówki… a z boku las i wieżę Bismarcka…

Z wysokości pięknie to wszystko wygląda rannie… szkoda, że samemu się podziwia takie widoki…

Ogórek, ogórek, ogórek … zielony ma garniturek

Po zastoju w kulinarnych działaniach, przyszłą pora na zrobienie po raz pierwszy w życiu przetworów z ogórka. Zaopatrzony w 6 kilogramów ogórków postanowiłem zrobić na zimę ogórki kiszone, korniszony i na teraz ogórki małosolne…

Nie będę wymyślał, że sam sobie te przepisy w głowie odnalazłem. Jak zawsze skorzystałem z najlepszego znajomego „wujka google” i przeczytałem kilkanaście wspaniałych przepisów (nawet nie wiedziałem, że tyle osób prowadzi blogi kulinarne :) ciekawym skąd mają te wszystkie przepisy swoje… nie moja sprawa zresztą), po czym ruszyłem do ogórkowego dzieła, czyli do kuchni mej :)

Ogórki małosolne

Jakiś czas temu zakupiłem w jakimś sklepie duży słój na ogórki kiszone… Tak tam było napisane przynajmniej… Po czym pochwaliłem się komuś z dumą. Szybko zostałem sprowadzony do parteru…

- Jak w takim słoju ukisisz ogórki to później jak go otworzysz będziesz musiał szybko je zjeść, bo się zepsują – powiedział mi to Ten Ktoś.
- Kuźwa masz rację- odpowiedziałem. A przecież mieszkam sam to jak w ciągu dwóch-trzech dni wpałaszuję dwa kilogramów kiszonych ogórków…
Po krótkiej rozmowie doszedłem do wniosku, że w słoju zrobię najpierw ogórki małosolne, by później w nim ukisić kapustę – też zresztą pierwszy raz samodzielnie…

Składniki:
Jak już wspominałem często, mimo że w wielu przepisach zaleca się przestrzeganie ilości składników, najczęściej robię po swojemu. Tak samo było z „małosolnymi”. W tym przypadku dodałem mniej ziaren gorczycy, więcej baldachimów kopru (bo mi zostało więcej :)) Dla przejrzystości podaję jednak ile czego trzeba dać …
Na 2 kg ogórków (gruntowych): 2 litry wrzącej wody; 2 łyżki soli; 2 łyżki ziaren gorczycy; 10 ząbków czosnku; 4 baldachy suchego kopru; 3 liście chrzanu; 5 cm korzenia chrzanu; 1 liść laurowy; 3 ziela angielskie; 3 liście wiśni.

Sposób przygotowania:

Zacząłem od ułożenia ogórków w moim słoju. Wcześniej na dnie włożyłem koper, gorczyce, czosnek. Na wierzch włożyłem znowu koper, liście chrzanu i ziele angielskie z liśćmi wiśni. Zagotowałem wodę z solą i ten wrzątek wlałem do ogórków (za radą jednej Pani ze sklepu w Policach,która mi powiedziała, że dzięki temu następnego dnia rano będę już miał swoje ogórki małosolne).
W taki oto sposób zrobiłem po raz pierwszy swoje „małosolne”… Faktycznie następnego dnia, miałem już je do spożycia… Czy smakowały?, dla mnie pyszne :)

Ogórki kiszone

To od chęci spróbowania własnych ogórków kiszonych zrodził się w ogóle pomysł na przetwory z ogórków. Fajnie będzie zrobić sałatkę warzywną dodając swoje ogórki…
Tu również posiłkuję się przepisami znalezionymi w necie… ilość składników jak zawsze u mnie dowolna… Podają, że z 2 kg ogórków ma wyjść 5 słoików, mi wyszły cztery… a niech tam… może się pomylili :)

Składniki

2 kg ogórków gruntowych; kilka baldachimów kopru, czosnek – ja dodawałem po trzy ząbki na słoik; korzenie chrzanu

Zalewę zrobiłem z wody oraz z łyżki soli, które zagotowałem a następnie wrzątek wlałem do słoików, które zakręciłem i stawiałem do góry dnem na ręcznik… „ciocia dobra rada” podała, że górki muszą być tak ułożone, żeby woda je całkowicie zakrywała, nie mogą wypływać ani wystawać, bo się wtedy popsują. Zalewę należy wlewać powoli, aby dotarła wszędzie i zakryła ogórki. Tak też uczyniłem :)

jak będą ogórki smakowały napiszę pod koniec roku kiedy je skosztuję… mam nadzieję, że wszystko zrobiłem jednak dobrze :)

Sposób przygotowania

Do każdego słoika na dno włożyłem po dwa baldachimy kopru, trzy ząbki czosnku. Ogórki układać ciasno, na stojąco, ogonkiem do góry. Po bokach upychać mniejsze.

Chrzan obrać i pokroić w drobne słupki. Do każdego słoika włożyć parę kawałków. Na wierzch dodać jeszcze koper. Łodygi kopru pociąć na drobne kawałki i również poupychać do słoików.

Ogórki konserwowe

Jak już zacząłem z tymi ogórkami to nie mogłem nie pomyśleć o konserwowych. Pod wódeczkę jak znalazł :P Tu też podawali, że z dwóch kilogramów musi wyjść nawet sześć słoików. Mi wyszły cztery i tak, jak dla mnie wystarczy :)

Składniki:

ok. 2 kg ogórków gruntowych; ocet spirytusowy 10%; 6-7 szklanek wody ; 160 g zwykłego cukru; 50 g soli kamiennej; 6 liści laurowych; 10 sztuk kulek ziela angielskiego; 1 łyżeczka ziaren czarnego pieprzu; 6 łyżeczek ziaren białej gorczycy; duża marchewka; 2 ząbki czosnku; kawałek korzenia chrzanu; kilka łodyg kopru z baldachami nasion

Ogórki najlepiej wybierać nieduże. To normalne, ale warto coś napisać mądrego :) Na dno każdego wsypałem po pół łyżeczki gorczycy, wrzuciłem 3 plasterki ząbka czosnku, kilka plasterków surowej marchewki, kilka wiórków obranego korzenia chrzanu i pociętą na małe kawałki łodygę kopru razem z baldachem nasion. Słoje wypełniłem ogórkami i zalałem zalewą.

ZALEWA – wodę zagotowałem z liśćmi laurowymi, zielem angielskim i pieprzem. Kiedy zawrzała dodałem sól, cukier. Na koniec dodałem ocet.

Kiedy już umieściłem ogórki w słoikach, a następnie zalałem ostudzoną zalewą wstawiłem słoiki do dużego garnka z wodą. Podgrzewałem aż woda zaczęła wrzeć i gotowałem kilka minut jeszcze licząc od zagotowania. Po tym czasie wyjąłem słoiki stawiając je na ręczniku do góry dnem.

Zobaczymy zimą jak będą smakowały :P

Papierowa wiklina

gabaTo miały być zajęcia dla Gabrysi, która czasami nudzi się będą u mnie w domu. Wymyśliłem udział w zajęciach z papierowej wikliny, które były organizowane w Bibliotece w Policach. Okazałą się, że Gabrysi zapał skończył się po kwadransie, a wykonaniem koszyka zająć musiałem się osobiście, co zrobiłem z wielką przyjemnością. Powstał nam koszyk, który Gaba samodzielnie pomalowała farbkami (gdzieś mi się zapodziało zdjęcie i nie mogę dodać, ale znajdę). Zdjęcie pochodzi z tych warsztatów… widać znużenie :)

Dzisiaj wieczornie kręcę rurki by być przygotowanym na to by wykonać z Gabą kolejny nasz koszyk. Pod warunkiem, że się zachce oczywiście :)

Wakacyjnie i głupiejąco

Wszystko miało wyglądać inaczej… miało być lepiej i lepiej… Coś jednak sprawiło, że to lepiej poszło inną drogą, omijając ponownie moją samotnię… Cóż powoli należy się przyzwyczajać do tego, że już nic nie zmienię i stanie się to co było do przewidzenia…

Ogromny ból przeszywa mnie każdego dnia i jest z tym coraz gorzej… Jeśli nic z tym nie zrobię podejrzewam że może się skończyć niedobrze… Lewa strona niemal całymi dniami wyłączona z ciała, drętwiejąca jakby kto szpilki wbijał wewnątrz kości… Cóż to za cholerstwo przyczłapało do mnie znowu… po tylu latach względnie dobrego zdrowia…

Po raz kolejny zaczynam tworzyć od nowa… który to już raz w moim życiu… powiedziałem do skutku, choćby ten skutek miał dotrzeć za kolejne trzydzieści lat… nie mam już nic do stracenia, tylko do zyskania pewniej… więc do dzieła…

* * *

Się wzięło i się spostrzegło, że życie umyka między palcami… się nic nie robiło, bo się myślało, że wiecznością jest się to życie… przemija nam to wszystko cośmy spotkali, przeżyli… czy zawsze tak jakbyśmy tego pragnęli? Chciałoby się często wrócić do wielu spraw i do wielu zdarzeń, które przeminęły… chciałoby się ….
Czasem coś mądrego by się chciało napisać… ale nie pozwala.. nie pozwala ta myśl co się w głowie kręci… myśl o tym kim się jest i skąd się przyszło… ech… by się tak bardzo chciało znormalnieć… niźli zgłupieć od zawsze i do zawsze…
Każdy z nas tego przecież chce, zatrzymać się by być szczęśliwym… każdy… ja też… bo wszak nie jest się innym, ani odmieńcem żadnym… pierdole wszystko…

* * *

Muszę to wszystko zmienić… muszę…. bo inaczej zwariuję, choć chyba nie można już bardziej… a może można…