Bezdomny człowiek, to też człowiek…

bezdomnyOd dawna nocnie wędruję i to wędrowanie przynosi czasami niespodziewane skutki… Jakiś czas temu bardziej wcześnie porannie niż nocnie, spotkałem grupę ludzi miasta, którzy przeszukiwali swój rejon i którzy mnie wzięli za intruza… Pisałem już o tym jakiś czas temu więc się nie będę powtarzał. Bo nie o to w tym chodzi.
Z tej grupy, tylko jeden człowiek spotkawszy mnie dziennie kłaniał się jakbym był jego kumplem… Nie przeszkadzało mi to i nie przeszkadza, bo nie po wyglądzie oceniam ludzi. Jednak od jakiegoś czasu nie widuje Go w stałym miejscu, gdzie przebywał prawie zawsze i zaniepokoiło mnie tona tyle, że postanowiłem pochodzić dziennie i popytać, bo przecież już dość zimno się zrobiło…  W tamtej chwili nie mogłem tego uczynić, bo i sprawy nagłe i czas nie ten… Postanowiłem więc pod wieczór poszukać…
Po kilku godzinach, kiedym wrócił z wyjazdu, słyszę ciche „cześć”
- Cześć – odpowiedziałem niepewnie, bo nie poznałem…
- Nie było mnie bo wpadłem pod autobus – odpowiedział mój znajomy…. jakby się domyślając, że szukałem Go od kilku godzin, martwiąc się czy coś się nie stało.
Się pomyślało, pewnikiem po pijaku się zatoczył i wpadł, bo zawsze siedzi na przystanku autobusowym…. Się  pomyślało, ale się nie powiedziało, bo tez jakie to miało znaczenie… Ważne, że się znalazła zguba.
- Nie chce na alkohol, kupisz jedną kaszankę i bułkę – zapytał niespodziewanie On.
Spojrzałem na zmęczoną twarz, widać było ślady po wypadku… Tak czy inaczej i tak bym Mu kupił co chciał, mimo, że groszem nie śmierdzę… Zajrzałem do kieszeni… Starczy na kolację dla mnie i na kolację dla Niego.
- Zaraz wrócę – powiedziałem. Zrobię zakupy i tu do ciebie przyjdę. Tylko nigdzie nie odchodź i przypadkiem teraz nie pij…

Od tamtego wieczoru minęło znowu kilka ładnych dni… Znowu Go nie widzę w swoim miejscu… A może po szpitalu skierowali Go do schroniska… Nie wiem, ale wiem, że nocnie już zimno bardzo. Sam na nocne marszruty zakładam już szalik… czapki jeszcze nie bo nie lubię, choć w głowę wieje… Więc, zimno już nocnie i trzeba sprawdzić gdzież się podziewa mój Nieznajmy…

*    *    *

Rozbawił mnie pewien zagorzały “antykomunista”, który na FB zarzucił mi propagowanie faszyzmu i komunizmu. Co prawda moje zdjęcie profilowe posiada sierp i młot, ale wyraźnie przekreślone i napis Red ist Bad… No dobrze może Pan „antykomunista” nie zrozumiał przenośni pewnej…, Ale gdzie on dostrzegł w tym wszystkim propagowanie faszyzmu?
Swoją drogą jak łatwo ludziom mylić narodowy-socjalizm z faszyzmem. Stawiany znak równości w obu tych ideologiach świadczy o braku jakiejkolwiek znajomości tak faszyzmu jak i narodowego-socjalizmu. Ten drugi to kolejny klon lewactwa, o czym niestety mało się mówi, a faszyzm przypisuje się wszystkim, którzy nie popierają lewicy… Ot takie małe homo sovieticus… Jak widać w działaczu PiS też tkwi nadal…
Acha i jeszcze jedno.. Pan ów to działacz PiS, który to ma elementarne braki wiedzy historycznej i współczesnej, a swoje poglądy przekłada na  zarzucanie komuś czegoś, co w ogóle nie ma miejsca…

Kto komu łaskę robi… nie laskę….

photoMiałem się już nie zajmować wyborami samorządowymi ani kandydatami, którzy nagle sobie uświadomili, że muszą wyjść do ludzi. Stąd ich wzmożona działalność na wszelakich portalach społecznościowych jak i blogach pośpiesznie tworzonych… Niestety nie da się, bo prowokują mnie do tego by skomentować kilka oczywistych faktów o wyborach, fałszerstwach, celowych metodach głosowania, by nikt tego nie zrozumiał, a PKW i tak ogłosi wyniki jakie będą przyjęte przez wszystkich. Nie da się przejść obok  prawicy, lewicy i innych gremiach samorządowych tak niezależnych jak nie przymierzając ZSL (był taki twór w tzw. Polsce Ludowej) w PRLu. Ale po kolei…
Nie wierzę w tak zwaną niezależność większości radnych wybranych w ostatnich wyborach… Byli kiedyś oni funkcyjnymi działaczami partyjnymi a kiedy spostrzegli, że czas na partie wszelakie lokalnie się kończy, ruszyli tworzyć stowarzyszenia dla rozwoju czegoś AM i współpracy z kims tam… Przez cztery lata nie słyszałem o jakimkolwiek działaniu tych Tworków, co nie znaczy że przestały istniejć.. jak Feniks z popiołów zaczęły się odradzać i pokazywać kilka miesięcy przed wyborami… oczywiście pod szczytnymi hasłami NGOsów nie zaangażowanych w żadną politykę. By uwiarygodnić takie działanie w stowarzyszeniowych tworach znalazło się miejsce i dla byłego komunisty jak i monarchisty… taka demokracja lokalna… Po cóż było tworzyć te twory, w których członkami są urzędnicy, radni, osoby związane zawodowo z samorządem i kilka tzw. przykrywek? Władzę na kolejne cztery lata… Jedna z moich znajomych napisała, że jestem dyżurnym malkontentem i że nie rozumiem polityki… (sic!) By było dziwaczniej, znajoma samorządowiec pełna gębą… więc polityka jest w samorządach czy tez jej nie ma? A czy jestem malkontentem…. Ne mnie oceniać…. Nigdy nie byłem w obozie władzy więc może łatwiej oceniać tych co władzę sprawują… I chcieliby te władzę pełnić do końca życia… I pełnią z woli wyborców…
Zawsze dostrzegam to co zrobiono dla miasta, gminy, powiatu… Jednak bez przesadnej egzaltacji… Bo przecież po pierwsze obiecali tego dokonać, mają za to płacone no i najważniejsza sprawa, gdyby na ich miejscu był ktoś inny też by to powstało…. Bo to ludzie tworzą samorząd a nie władza jakakolwiek….
I tyle w temacie wyborów…. Nie chodzę, bo uważam, że system jest do bani, mieszkańcy, czyli ludzie tworzący samorząd mają tylko iluzje wpływu na to co się dzieje w gminach, a wybrani przez nich radni nie są związani ze swoimi wyborcami niczym… Dogadują się później w radach, formalnych i mniej formalnych co i jak … więc po co mój głos?

Przewodnik po islamie i krucjatach

islam„Przewodnik po islamie i krucjatach” autorstwa Roberta Spencera musiałem przeczytać by zrozumieć islam. Po przeczytaniu dwóch wcześniejszych książek, aby zrozumieć co tak naprawdę spotyka ludzi, którzy wyznają islam, konieczne stało się przeczytanie „Przewodnika po islamie i krucjatach”, mimo, że książka dotarła do mnie w sumie przez przypadek.
Robert Spencer to znawca spraw bliskowschodnich i islamu oraz dyrektorem programu popularyzującego wiedzę na temat islamskich grup terrorystycznych.
Książka to przede wszystkim kompendium wiedzy na temat islamu, dżihadu, Koranu jak i krucjat, które w powszechnej wiedzy kojarzone są z wyprawami Krzyżowców przeciw islamowi… Jedne z rozdziałów poświęcony jest właśnie temu zagadnieniu wprowadzając nas w okres napadów muzułman na terytoria chrześcijańskie na długo przed wyprawami krzyżowymi. Książka to tez obalanie mitów czy też poprawnej polityczności na temat pokojowych zamiarów islamistów wobec niewiernych, czyli pozostałych na świecie ludzi…
Według bowiem Koranu i duchownych islamskich, mamy możliwość przejścia na islam, względnie pozostać przy swojej wierze, płacąc stosowne podatki… oczywiście ustalone tak by nigdy nie było nas stać na ich zapłatę… Jeśli odmówimy i jednego i drugiego zostaniemy uderzeni mieczem po szyi… czyli skróceni o głowę…
Osobny rozdział poświęcony jest kobietom w islamie… polecam szczególnie wszystkim wojownikom o równouprawnienie i prawa kobiet… Może by tak zajęli się obroną praw kobiet w krajach arabskich, bo tam kobieta warta połowę mężczyzny, a kwestie przemocy i gwałtów wobec są na porządku dziennym. Jeśli już zajmujemy się  gwałtami na kobietach w krajach muzułmańskich, to często sama pokrzywdzone lądują w więzieniach za przedmałżeński seks, bowiem nie znalazły żadnych świadków, którzy by naocznie widzieli sam akt gwałtu… Feministki z Europy mają duże pole do popisu, choć prawdę mówiąc nie słyszałem by zajęły się losem kobiet w krajach arabskich…
W książce wiele cytatów z Koranu, porównań Biblii i Koranu…

Miasto kłamstw. Cała prawda o Teheranie

miasto-klamstw2„Miasto kłamstw. Cała prawda o Teheranie” autorstwa Ramity Nawai, to zbiór opowiadań kilku osób, które mieszkają w tym mieście i w tym systemie. Żyją i mieszkają na co dzień z policją moralności, z wszechobecnym systemem donosicielstwa i tajnych informatorów. Jednak żyją jakby powiedzieć na nasze standardy normalnie, w ukryciu ale żyją i spotykają się.
W książce opisana jest normalna dziewczyna, która pragnie miłości i pragnie normalności… Nie otrzymując tego od męża rozwodzi się, co już skazuję ją na potępienie. Jest też chłopak zaciągnięty w młodości do basidżi, policji moralności, który okazuje się transseksualistą. Ale są też opowieści o prostytutce skazanej na śmierć, narkomanie, szefie irańskiej mafii, i… homoseksualiście.
Co ciekawe, to właśnie w Iranie najczęściej dochodzi do operacji przywracania dziewictwa, a seks analny jest najczęściej stosowany wśród młodych teherańczyków. Wiąże się z tym dowcip powtarzany w Teheranie. Mąż po nocy poślubnej, podczas której stwierdził, że jego wybranka jest dziewicą, poszedł podziękować ojcu panny młodej za to że tak dobrze i religijnie wychował poślubiona właśnie żonę, ten podziękowań nie przyjmuję mówiąc, by zięć podziękował matce młodej. Kiedy ten dziękuję matce, ta odpowiada, że w zasadzie podziewania należą się samej dziewczynie bo to ona żyłą w czystości i dziewictwie dla swojego męża… Kiedy ten w końcu dziękuję swojej żonie ta mu odpowiada… podziękuj za to dupie…
Książka opowiada o życiu codziennym irańczyków, muzułman, żyjących w szariacie… o tym jak żyją, jak młodzi ludzie marzą o wolności, o możliwości spotykania się i rozmawiania… O tym co im grozi, gdy dopadnie ich tajna policja… o policji moralnej składającej się z młodych chłopców, dla których służba Bogu jest wszystkim…
By żyć Teheranie należy kłamać…  i żyć w iluzji… Za sprawą tych wszystkich osób przemierzamy ulice i zakamarki Teheranu. Przemierzamy jedną z najdłuższych ulic Bliskiego Wschodu poznając jej architekturę, kulturę i historię…

Droga przez piekło

drogaDroga przez piekło”. Książka opisująca losy Fayzy D. syryjki, która wbrew woli rodziny ucieka z kraju do obozu dla uchodźców w Libanie. Książka napisana wspólnie przez Fayze D. oraz Djenane Kareh Tager pokazuje oblicza „arabskiej wiosny” w Syrii, miasta zrównane z ziemią przez wojska wierne Al-Asadowi. Ale obrazujące też życie ludzi z jednej strony stłamszonych przez tajną policję, wojsko z drugiej przez islam i wiarę…
19 letnia Fayza D. prowadzi nas przez historię swojej rodziny, strachu przed aresztowaniem, strachu przed tajnymi służbami i wszechogarniająca biedę ludzi skazanych na wegetację.

Dzieci Hitlera. Losy urodzonych w Lebensborn

hitler„Dzieci Hitlera. Losy urodzonych w Lebensborn”. Porażająca książka Dorothee Schitz-Koster o ośrodkach w których rodziły się czysto rasowo dzieci… Przez wiele lat ośrodki Lebensbronu kojarzone były jako wylęgarnie czystych aryjskich dzieci, gdzie blond włose, czyste rasowo dziewczyny zapładniane były przez niemieckich żołnierzy by rodzić Hitlerowi armię aryjskich dzieci…
Dorothee Schitz-Koster rozprawia się z tym mitem, pokazując czym tak naprawdę były ośrodki Lebensbornu. Na pewno były ośrodkami dbającymi o czystość rasową. Na pewno funkcjonowały poza prawem, a może obok prawa. Wiadomo, że trafiały tam niezamężne Niemki spodziewające się najczęściej nieślubnego dziecka, które albo same wychowywały pracując w samym ośrodku albo przekazywały dziecko do adopcji. Adopcji do rodzin najczęściej wysokich funkcjonariuszy SS, NSDAP… W takich ośrodkach nie było miejsca na nie czyste rasowo dzieci jak i dzieci chore… kierowane one były do specjalnych ośrodków, gdzie umierały, najczęściej na zapalenie płuc, po wcześniejszym ich zarażeniu grypą i brakiem leczenia… jeden z rozdziałów poświęcony jest właśnie takiej śmierci kilkunasto miesięcznej dziewczynki z zespołem Downa…
Autorka przedstawia losy kilkunastu dzieci, które urodziły się w tych ośrodkach, ich późniejsze relacje z biologicznymi rodzicami… Traumę jaką przeżywały przez wiele lat. Wstrząsające relacje niemieckich dzieci, ale przecież przez ośrodki Lebensborn przewinęło się setki tysięcy dzieci z Europy wschodniej, czy też Skandynawii…
Dla mnie przesłanie  Dorothee Schitz-Koster w ostatnich kartkach książki jest najważniejsze, dlatego cytuję w całości:
„Powinniśmy dzisiaj wyciągnąć z tego wnioski, gdy chodzi o kwestie reprodukcji, takie jak sztuczne zapłodnienie, zapłodnienie In vitro, surogatki, okno życia czy anonimowy poród. Dotychczas nie dyskutowano i nie myślano o tym, jak należy i trzeba obchodzić się z dziećmi, które powstały w laboratorium, które mają troje lub więcej rodziców, które zostały potajemnie oddane. Biografie dzieci Lebensbornu ukazują aż nadto wyraźnie, że matki i ojcowie, lekarki i psychologowie, doradcy socjalni i filozofowie muszą opracować strategię, by „dzieci nieznanego pochodzenia” nie wpadły w pułapkę milczenia.”

Mój gulasz

różne 007Mój gulasz przez wielu będzie pewno nazwany dziwadłem. Wewnątrz garnka lądują   wszystkie warzywa jakie posiadam w domu, do tego dużo pomidorów, majeranku i innych przypraw.

Składniki:
- mięso gulaszowe, u mnie często jest to karkówka
- pomidory marynowane w całości względnie świeże,
- kukurydza, marchewka, pietruszka, groszek, czerwona fasola
- majeranek, sól, pieprz oraz dla każdego co lubi, zioła wedle uznania
- papryka, najlepiej świeża
- no i oczywiście czosnek, bez niego nie ma gotowania,,,

Mięso obsmażamy na patelni tak aby się zarumieniło… Następnie wrzucamy do rondelka i zalewamy wywarem rosołowym (zawsze wcześniej gotuje rosół, bo i do gulaszu wywar się przydaje i zupa jakakolwiek wyjdzie). Dorzucam wszystkie warzywa, paprykę i duszę na małym ogniu… kiedy już warzywa są miękkie dokładam pomidory oraz wszystkie zioła jakie mi smakują…
Duszę jeszcze jakiś kwadrans na małym ogniu ciągle mieszając. Na koniec dodaję dla zagęszczenia mąkę z wodą i gotuję jeszcze chwilkę…
Ja swój gulasz podaję najchętniej z kaszą gryczaną, ale Gaba uwielbia też z ryżem albo z makaronem…