Wyborcza kiełbasa i publicznie na FB

O tym, że zbliżają się wybory samorządowe, nie dowiadujemy się niestety z mediów, ale z różnych portali społecznościowych, które stają się wdzięczną trybuną, czy też trampoliną dla wielu „niezależnych” kandydatów na radnych. Oto bowiem, kandydaci na radnych, którzy przez ostatnie cztery lata nawet nie pisnęli czym się zajmują, zaczęli prezentować siebie jako najlepszych z najlepszych kandydatów na radnych i jaka to będzie szkoda społeczna jak nie wybierzemy akurat tej osoby… Pomijam kwestię społecznej szkody, bowiem w Polsce i tak mamy za dużo radnych, którzy przejadają rokrocznie miliardy złotych… Dla mnie ważniejsze jest to co też ci kandydaci na społecznych reprezentantów chcą mi zaproponować bym pofatygował się na wybory…

Tu jednak jakaś miałkość następuje… Bo też nic twórczego ani odkrywczego nie usłyszałem dotychczas, a przecież wybory tuż, tuż… Między bajki wkładam propozycję bezpłatnej komunikacji miejskiej, nowego stadionu, inwestycji dla mieszkańców… To słyszę co cztery lata i jakoś dziwnie, krótko po wyborach okazuje się, że sprawy, których jednak się nie da zrobić. To tak jakby te sprawy przed wyborami można był a po już nie… Cóż, bajkopisarzy mamy co cztery lata tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy… Dlaczego tylko, żaden z tych bajkopisarzy żadnej nagrody literackiej nie otrzymał….

* * *

To samo się tyczy tzw. budżetów obywatelskich, którymi raczą nasz rządzący na prawo i lewo. Zadziwiające jest to, że im bliżej wyborów tym bliżej kolejnych budżetów obywatelskich i mamienia ludzi, że decydują za coś czy też głosują na coś…. Już jakiś czas temu prosiłem wiele osób z tzw. góry, by wyjaśnili co to też jest ten budżet obywatelski i jaka jest różnica między nim a zwykłym budżetem uchwalanym przez radnych a tworzonym prze urzędników… Nie doczekałem się odpowiedzi, więc sobie tak myślę, że zaczęto te budżety niby zgłaszane przez mieszkańców traktować jako kolejne „kiełbasy wyborcze” tym bardziej smaczne bo dotyczące nas wszystkich mieszkających w miastach czy też miasteczkach…

Pieniądze na powiedzmy to sobie normalny budżet i tzw. obywatelski budżet pochodzę z tego samego źródła, czyli z naszej kieszeni. Jedne budżet tworzą urzędnicy, którym płacimy ciężkie pieniądze a drugi mieszkańcy… to że oba rozmijają się w kwestii potrzeb lokalnych świadczą tylko o jednym… Urzędnicy i władze miast i gmin nie dostrzegają potrzeb mieszkańców, swoich wyborców, którzy za pośrednictwem budżetu obywatelskiego pokazują, co dla nich jest ważniejsze… Pytanie teraz, kto w tym sporze ma rację… urzędnik, czy też mieszkaniec osiedla, miasta, gminy, który płaci podatek do samorządowej kasy?
* * *

Kolejny spór jaki się odbywa przy okazji wyborów samorządowych, dotyczy kadencyjności sprawowania władzy przez wójtów, burmistrzów czy prezydentów. Oczywiście sami zainteresowani są temu przeciwni, bo…. i tu następuję tyrada argumentów, jak to się zamierza prawem ograniczyć ich wolę służenia społeczeństwu, które wybierając na kolejną kadencję potwierdza słuszną linię sprawowania władzy przez wójta, burmistrza czy też prezydenta… Że prawem chce się zamknąć drogę do dalszego rozwoju gminy, miasta… To są autentyczne wpisy, jakie w ciągu ostatniego miesiąca przeczytałem na wielu forach… Jest jednak jedno małe ale, które uważam, za bardziej istotne niż twierdzenia osób, które problem dotyczy…

W wielu gminach, szczególnie tych małych wójt czy burmistrz jest największym pracodawcą w gminie… Będąc największym pracodawcą, ma swój stały i żelazny elektorat, który jak najbardziej jest zainteresowany tym by nie nastąpiły żadne istotne zmiany, bo być może zachwieje to ich, urzędniczą stabilizację i dobrą pensję… O pracy nie wspomnę, bo przecież tej i tak nie ma w wielu gminach wiejskich, czy też wiejsko-miejskich. W ten sposób najważniejsza osoba w gminie może sobie ustawiać tak radnych aby oni „tańczyli jak on zagra” … Że niby to niemożliwe? Możliwe, w jednej z gmin w Zachodniopomorskiem burmistrz od początku kadencji zwołuje nadzwyczajne sesja Rady Miejskiej… zwyczajnych nie ma, bo tylko wtedy radni mogą zadawać pytania i interpelować. Co na to przewodniczący Rady? Nic, to dobry kolega burmistrza i człowiek rodem z PRLu więc wszystko, oczywiście w majestacie prawa, jest w jak najbardziej dobrym poczuciu spełnienia misji społecznej… Pytanie czy to mieszkańcom tej gminy nie przeszkadza? No nie, skoro burmistrz zatrudnia poprzez „swoje-nasze” instytucje szeroką rzeszę wyborców, to komu to może przeszkadzać? Oszołomom?

Być może ktoś mi powie, że tak ludzie mają, jak sobie sami wybiorą, ale niestety, nasza demokracja jest jeszcze bardzo młoda i trudno przekonać do niej wielu ludzi… A, że są osoby wykorzystujące demokrację do swoich zagrywek, to już osobna sprawa… Niemniej, wydaje mi się, że czas na jakieś zmiany, w tym samorządowym tyglu, bo niektórym tyłki przyrosły do siedzeń, w przenośni i w realu…

1 Komentarz

  1. Spytałam kiedyś wice -prezydenta tak dla żartu jak się Panu rządzi?- on na to a żeby mi chociaż dali! To jakiś chory układ nie do ruszenia. Karola

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.