O szczęściu …

imagesJakiś czas temu kupiłem nowy numer miesięcznika „Charaktery”. Stojąc obok kiosku zaintrygował mnie jeden z tytułów artykułu dotyczący szczęścia oraz tego gdzie na świecie ludzie są bardziej a gdzie mniej szczęśliwy i dlaczego tak się dzieje… Lektura tegoż artykułu nie tyle mnie zaciekawiła ile zdumiała. Bo można przyjąć, że poczucia szczęścia może być uwarunkowany położeniem geograficznym miejsca w którym żyjemy – im cieplejszy klimat tym powinniśmy czuć się bardziej szczęśliwi, ale nie koniecznie przyjąłbym, że wzrost poczucia szczęścia uwarunkowany jest „grą zespołową na rzecz dobra wspólnego”. Natomiast familizm jest niekorzystny dla bycia szczęśliwym, bo zdaniem autora artykułu „działa na rzecz dobra rodziny, klanu czy mafii, a to nie służy nowoczesnej, innowacyjnej gospodarce”. Koniec cytatu…

Dalej jest jeszcze ciekawiej, bowiem cytowany jest Evert van de Vliert, który głosi, że ludy w chłodnych klimatach, by przeżyć, musiały „plądrować i okupować bardziej południowe części Europy. Pozytywna współzależność celów w chłodnym klimacie stworzyła kulturę współpracy, otwartości, kompromisu i tolerancji”. Co zaś przynosi „familizm”? Zdaniem de Vlierta „dokładnie odwrotny obraz uzyskujemy dla familizmu, czyli uprzywilejowanej pozycji nuklearnej rodziny, co przejawia się podkreślaniem dumy rodziców z dzieci i dzieci z rodziców.”

W skrócie, zrozumiałem to tak, że bycie szczęśliwym uzależnione jest od PKB, a ten z kolei od tego czy żyjemy w systemie familijnym czy też w systemie „kultury współpracy”. Nie jestem psychologiem, ale moim zdaniem to właśnie rodzina powoduje że stajemy się bardziej szczęśliwi, a rozwój państw opiera się przede wszystkim na rodzinie… Być może mylnie rozumuję istotę szczęścia, ale wolę już swoją teorię od innych, nawet jeśli są one podparte naukowymi badaniami… W całym tym zamieszaniu kto i gdzie jest bardziej szczęśliwy zastanowiło mnie również to, że „współzależność celów w chłodnym klimacie stworzyła (…)  tolerancję”. Ciekawe poprzez plądrowanie podbitych ludów? Jeśli tak to ja dziękuję za taką tolerancję…

Najciekawiej jednak czyta się w tym tekście akapit, który zacytuje w całości, bo chyba w tym tkwi szczegół. „ Mroźny klimat nie zmniejsza zadowolenia z życia, ponieważ większość krajów w jego strefie ma dziś wystarczające zasoby ekonomiczne i społeczne. Gorący klimat osłabia natomiast dobrostan, ponieważ większość krajów tej strefy nie posiada tych zasobów w dostatecznym stopniu. Dlatego ocieplenie klimatu może mieć zgubny wpływ na zdrowie psychiczne mieszkańców krajów już dzisiaj gorących i biednych zarazem a nie wpłynie albo wręcz wpłynie pozytywnie na dobrostan mieszkańców krajów zimnych i bogatych zarazem”. No cóż bójmy się więc znowu globalnego ocieplenia…

*    *    *

Właśnie obejrzałem po raz kolejny „Misia” Barei… Nikomu chyba nie trzeba mówić jaki to film i jak bardzo jest w pewnych kwestiach aktualny…. Chciałbym jednak przytoczyć jedną z ostatnich sekwencji tegoż filmu, w którym woźnica mówi: „No, bo tradycją nazwać niczego nie możesz. I nie możesz uchwałą specjalną zarządzić, ani jej ustanowić. Kto inaczej sądzi, świeci jak zgasła świeczka na słonecznym dworze! Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza! Tradycja naszych dziejów jest warownym murem. To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.” … Właśnie, tradycja to wszystko co za nami, to nasz historia … reszta to nasza codzienność, którą czy chcemy, czy też nie chcemy, musimy przyjmować…

Bareja wiecznie żywy można powiedzieć…

Jesiennie tak właśnie…

jesiennieCzasami chciałoby się być tu częściej i napisać coś w miarę sensownego. Niestety życie czasami jest zbyt skomplikowane, albo może sami sobie komplikujemy i po prostu się nie chce ani myśleć ani tym bardziej pisać cokolwiek… Moje życie ostatnio to ciągłe oczekiwanie na coś co by to życie zmieniło… Tak naprawdę nie wiem co by to mogło być, bo wieku jakim obecnie jestem nie za bardzo można już myśleć o budowaniu nowej przyszłości… A może jednak warto wykrzesać z siebie tę siłę i dalej podążyć za tym co się kiedyś miało a co się straciło z własnej winy…

Dzisiaj będzie i sentymentalnie i politycznie, ale też i historycznie… Taki jakiś dzień mam, że mnie naszło na to wszystko… Może to jesień, pięknie zaglądająca barwami swoimi do moich okien, a może starzeję się po prostu…

* * *

W moim życiu następują ciągle przemiany, które czasami mnie zaskakują, jednak najczęściej pogłębiają w marazmie… Jak to zmienić? Gdybym tylko to wiedział, stałbym się chyba najszczęśliwszym człowiekiem, który podąża po tej ziemi… Codzienne wstawanie z myślą, że wreszcie musi być być lepiej staje się już tak monotonne, że nie wierze w sens tych słów już. A może wystarczy w ogóle o tym nie myśleć, tylko robić to co się chce, kochać kogo się chce kochać, spotykać się z tym z kim się chce spotykać, pisać to co się chce pisać… A może wystarczy być po prostu tylko sobą jaka kiedyś się było…

* * *

O tym, że zbliżają się kolejny wybory do czegoś tam nie muszę się dowiadywać ani z prasy ani telewizorni, której zresztą i tak nie oglądam… Wdzięcznym instrumentem (celowe moje określenie) stał się fejs i twitter, gdzie politycy wszelkich partii, od kanapowych do tych największych, poprzez tłumy niezależnych i, oczywiście najlepszych kandydatów, na coś tam, obwieszczają że tylko oni i tylko ich „partyja” jest tą, która nam najgłębiej wejdą w d…, ale tylko przed wyborami, bo po wyborach to oni w g… babrać się nie będą, ani tym bardziej z plebsem kumać…

Więc wszyscy dawaj na fejsie informować o tym, że zrobili to i tamto… a nawet więcej niż od nich wymagano… że dzięki PO czy też PiS, Polska jest krajem „miodem i mlekiem płynąca”… Ostatni, chyba jakąś dyrektywę otrzymali, politycy PO wrzucają infografiki pokazujące jak to w naszym kraju wzrosły wynagrodzenia i nakłady na służbę zdrowia (nie wiedziałem czy się śmiać czy tez płakać z tego powodu)… Mimo, że wielu internautów, w tym niżej podpisany, wskazuje na kompletne oderwania PO od otaczającej nas rzeczywistości, co drugi dzień zarzucani jesteśmy kolejnymi wstawkami rodem z wczesnego Gierka. Od kilku dni prowadzę dyskusję na ten temat z posłem Gawłowskim, który widać ma dobry humor, bowiem nie zrażają go komentarze, wskazujące na to, że jest akurat odwrotnie i że wielu Polaków żyje na poziomie minimum socjalnego a na operacje czasami trzeba czekać miesiącami czy też latami … Pan Poseł oczywiście nie udziela odpowiedzi na wszystkie zarzuty, wstawiając następnego dnia kolejne, oczekiwane przez Naród informacje o wzroście gospodarczym Polski…

Moi znajomi, kiedy im o tym opowiadam albo kręcą wymownie kółko na czole, dając do zrozumienia jakim jestem wariatem, albo dopytują się po co mi to wszystko… Postanowiłem tu właśnie odpowiedzieć… dla zasady, dla zasady by politycy wszelakich partyj nie łgali w żywe oczy, a tzw. niezależni kandydaci wreszcie przestali kłamać i powiedzieli jakimi to tak naprawdę niezależnymi kandydatami są… Jaki jest więc efekt tego mojego „stawiania” się politykom? Wiadomy… wyrzucają mnie z listy znajomych, choć poseł Gawłowski jeszcze tego nie uczynił :) Mam tylko taką cichą nadzieję, że podobnie do mnie myślących jest więcej i podczas wyborów nie dadzą się omamić tanimi sztuczkami przedwyborczymi…

* * *

Dzisiaj ważny dzień w historii Polski… Atak Związku Sowieckiego to późniejsza okupacja przez ponad 50 lat naszego Kraju… To również eksterminacja polskich elit tak wojskowych jak i intelektualnych… I czasami złość tylko bierze, że jeszcze tyle pomników w kraju mamy „ku chwale wyzwolicieli”, czy też ulice nazwane imieniem komunistycznych dygnitarzy… Jak wyglądało to „wyzwolenie” pamiętają najstarsi Polacy, jak wyglądało utrwalane władzy ludowej wiedzą Żołnierze Wyklęci, którzy dzisiaj mogą o ich walce mówić otwarcie bez obawy o swoje życie czy też aresztowanie … My tylko dowiedzieliśmy się z opowiadań o tych wydarzeniach od naszych dziadków, czasami rodziców… W mojej pamięci najbardziej wstrząsające jest opowiadanie pewnej, niestety już nieżyjącej osoby, która w czasie tzw. „wyzwalania” była pielęgniarką w jednym ze szpitali, gdzie na oddział przywieziono 17 letnią dziewczynę i 70 letnią staruszkę zgwałconych przez kompanię „wyzwolicieli” … Pozostawiam to bez komentarza…