Wędrówką życie jest człowieka*

droga do nikąd _fhdrPo nocnym wędrowaniu po ulicach miasta często mam wrażenie, że otaczająca mnie pustka kiedyś zapełni się ludźmi…. Wczoraj spotkałem wielu ludzi… ludzi nie żuli jak mają to w zwyczaj mawiać „panowie miasta”… Ponieważ wędrówka byłą między tymczasem kiedy księżyc jeszcze się nie schował a słońce nie wyszło, wielu wyszło by szukać swojego szczęścia, by móc kupić później w sklepie butelkę bądź dwie taniego wina i coś tam „do zjedzenia” jak mi mówił jeden z nich. Ja nie szukałem, więc nie stanowiłem dla nich „konkurencji”, co przyjąłem z krzywym uśmiechem na twarzy. „Gdybyś wszedł na nasze rewiry, było by z tobą źle” – poinformowali mnie na samym początku spotkanie. A kiedy ich uspokoiłem, że tylko spaceruje, z lekkim niedowierzaniem powiedzieli, że w sumie mogę połazić z nimi … Przekonywującym argumentem było iwo, które mogłem zakupić w sklepie nocnym, co to niedaleko „Społem” ma, czynnym 24 godziny ku uciesze spragnionych nocnie i skacowanych porannie…
Kiedy tak z nimi wędrowałem po zakamarkach miasta, aż się chciało zapytać co robią tu i teraz i dlaczego muszą tak żyć… ale się wiedziało, że nie otrzyma się żadnej odpowiedzi, bo to nie bajki opowiadane w różnych tam mediach, które pełne są opisu ludzi bez domu, którzy opowiadają o tym jak się znaleźli na marginesie społeczeństwa… Nie spotkałem nigdy takiej osoby, która by mi opowiedziała o swoim życiu. Więc pomny wcześniejszych doświadczeń nie zapytałem się ich dlaczego i jak, tylko wędrowałem milczkiem z nimi dalej… Swoją drogą, po co byłaby mi ta wiedza z ich życia… Wystarczyło mi, że dostałem przyzwolenie do spaceru wspólnego i do wypicia piwa nocnego… By samemu nie pić znowu…

Czy Bóg naprawdę istnieje i gdzie jest teraz? Wypowiadanie taki słów przez kogoś takiego jak ja, jest nie tylko bluźnierstwem ale i objawem choroby psychicznej chyba. W zamierzchłych czasach przeczytałem kiedyś taką historię, ponoć autentyczną. W USA ksiądz zapytał się koło 10 letniego murzyńskiego chłopca dlaczego nie wierzy w Boga. Ten mu odpowiedział, że kiedyś był głodny i pragnął zjeść pączka, którego widział przez szybę. Prosił Boga by tego pączka mu dał. Nie dostawszy pączka uznał, że Boga nie ma. Ksiądz odpowiedział spokojnie, że Bóg chłopcu odpowiedział… Powiedział mu wprost „nie”. Bo czy Bóg musi nam zawsze dawać tego czego chcemy? Ze mną tak jest zawsze…. zawszę otrzymuję odmowę i się nie dziwię…Nigdy jednak odmowa, nie spowodowała bym zapomniał o Tym, że On istnieje i czeka na mnie… Po co o tym piszę? Chciałbym by pewne osoby wiedziały o tym i zrozumiały, że wiara jest tym czymś co pozwala nam żyć i myśleć o jutrze… Pozwala myśleć, że nadejdzie taki czas, kiedy powiemy sobie „już czas” …

„Masz zbyt skomplikowana osobowość” – powiedziała kiedyś pewna dziewczyna. I pewno miała rację… Tak to prawda zostawiłem kiedyż żonę z dziećmi… zostawiłem i wiem, że będę to odczuwał do końca swych dni… i nie chodzi tu o użalanie się, chodzi raczej o pewną świadomość zła jakie się wyrządziło, a skoro się jest skorym do czynienia zła się więc jest złym człowiekiem… Tak mam „zbyt skomplikowana osobowość” i muszę z tym żyć, bo odwagi brak by zakończyć…

* Edward Stachura

 

O życiowych wyborach …

wyboryNie, nie będzie tu o żadnych życiowych wyborach w kwestiach bycia z kimś, kogo się pokochało… Nie mam zamiaru zanudzać historiami miłosnymi ani jakimiś romansami… Chodzi mi o takie dokonywaniu wyborów życiowych, które kształtują nas i wyznaczają dalszą drogę życia… Czy zastanawialiście się kiedyś, co by się stało, gdybyśmy dokonali innego wyboru? Gdzie byśmy teraz byli i co robili? Czasami chciałbym móc skorzystać z takiego kajetu jak w głośnym filmie „Efekt motyla”, gdzie można zmieniać bieg zdarzeń by później przekonać się jak się to w ogóle zakończy….

Dobrnąłem do końca książki Frances Mayes „Pod drzewem magnolii”, chociaż sam tak naprawdę nie wiem dlaczego w ogóle zabrałem się za tę książkę… Zaintrygował mnie opis, który wskazywał, że jest to opowieść o ludziach i miejscach i ich wpływie na naszą osobowość i życiowe wybory… Być może, ktoś dostrzegł to wszystko w tej książce, ja jednak uważam ją za przebarwioną w opisach, momentami tak nudnymi, że nie chciało się dalej czytać. Być może wpływ na to ma fakt, że książka raczej przeznaczona jest dla „piękniejszej” części naszego społeczeństwa. Jak wiadomo faceci, czyli ta „brzydsza” część ludzkości, nie mają w ogóle pojęcia o pięknie opisów… Pewno więc dlatego męczyłem się niemiłosiernie czytając Mayes… W sumie można było po dwóch pierwszych rozdziałach odłożyć książkę na półkę, ale nie mam w zwyczaju nie kończyć niczego, co rozpocząłem, więc musiałem jakoś dobrnąć do tego końca…

Czasami odnoszę wrażenie, że gdzieś tam wcześniej pogubiłem się w moim życiu, dokonując takich, a nie innych wyborów… Czy żałuję? Tego nie jestem w stanie powiedzieć, bo gdyby człowiek miał wiedzę i ten rozum co ma teraz jakieś dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści lat temu, to na pewno niektóre sprawy obrałyby inny kierunek… Dzisiaj co najwyżej można sobie gdybać tylko… To od nas zależało co dokonaliśmy i jaką decyzję podjęliśmy… Są jednak rzeczy, które się dzieją wokół nas i są w ogóle niezależne od nas… Czasami mówi się, że znaleźliśmy się o nieodpowiedniej porze i w nieodpowiednim miejscu… Coś w tym jest, czasami wystarczy przesunięcie czasowe o kilka minut by zmienić diametralnie to co nas może spotkać…. Również spotkane osoby w naszym życiu mogą zmienić wiele… Gdybyśmy ich nie spotkali może to co nas spotkało później wyglądałoby inaczej… Inaczej, nie lepiej ani nie gorzej… bo z perspektywy czasu to można sobie dokonać oceny tego wszystkiego, jednak w tej chwili gdy coś nas spotyka taka ocena już nie musi być łatwa ani tym bardziej obiektywna…

Rozpisałem się o tym, tak jakby to miało w ogóle jakieś znaczenie… W sensie znaczenia dla innych nie dla mnie… Bo dla mnie samego ma to jednak znaczenie… Chciałem jednak, by każdy z nas zastanowił się nad tym jakich dokonywał wyborów i czy na pewno one doprowadziły nas tam gdzie chcieliśmy… Nie, nie chcę rachunku sumienia, każdy ma swoje i każdy sam wie co zrobił źle a co dobrze… Bardziej mi chodzi o taką małą podroż w historię naszego życia i wpływie miejsca i innych ludzi na dokonywane przez nas wybory… Może być ciekawe…

Jakby życie nasze mogłoby być zaplanowane… choć niektórzy uważają, że jest zaplanowane, to było by nudne… a tego byśmy chyba nie chcieli. Musze jednak przemyśleć kwestię przypadkowości zdarzeń i ich wpływ na nasze życie i życiowe wybory. Coraz modniejsze się staje pisanie alternatywnej historii pewnych zdarzeń… może więc czas na alternatywną historię życia…