Zbyt głośna samotność….*

))rozeJeszcze niedawno znajomości zawieraliśmy poprze spotkania w grupie, klasie, w pracy…. Dzisiaj już to nam nie wystarcza…. Dzisiaj nie ruszając się z domu jesteśmy wszędzie tam gdzie chcielibyśmy być…możemy poznawać nowych ludzi, rozmawiać, śmiać się… jesteśmy wszędzie, a jednocześnie jesteśmy w pustce… bo przecież nigdy nie wiemy kto siedzi po drugiej stronie „kabla”… czy i na ile rozmawiająca z nami osoba jest szczera… Jesteśmy w pustce, bo wraz z wyłączeniem internetu znikamy z sieci i pozostajemy sami ze sobą…

Nie znam ludzi, którzy nie znajdują się w sieci…. Każdy z nas jeśli nie jest na Facebooku to przynajmniej na NK, albo i innym portalu… I nie znam ludzi bardziej samotnych od tych, którzy codziennie tam zaglądają… wiem to po sobie niestety… Bo nie potrafię już chyba żyć bez wirtualnych znajomości, wirtualnych rozmów… bez nich pozostaje ta pustka przeogromna…

W ostatnim czasie na pewnym portalu społecznościowym prowadziłem kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt rozmów z rożnymi osobami… Smutnym faktem jest, że musimy korzystać z internetu by porozmawiać z kimś o tym co nas gnębi, gryzie, zasmuca… Smutniejsze tym bardziej, że w wielu przypadkach osoby ze mną rozmawiające mają mężów, żony, bliską bądź dalszą rodzinę… pewno i przyjaciół też mają… Więc dlaczego wszyscy oni nie widzą, że przecież bliska im osoba cierpi… i że prosi o rozmowę… tak trudno zauważyć drugiego Człowieka?… tak szybko żyjemy, ze nie dostrzegamy innych?

O czym więc są te rozmowy nasze? …. tajemne… i ciche… i pełne wzruszeń…. o samotności będąc w związku, o samotności po rozstaniu się z osobą, którą się przeżyło czasami dziesięć czy też dwadzieścia lat … i o osobistych tragediach, jakie często niestety mamy wśród najbliższych… Każdy, potrzebuje kogoś kto chce wysłuchać i porozmawiać…

Jest dla mnie wielkim zaszczytem i przyjemnością rozmawiać z każdym, kto tego chce i potrzebuje … I mam nadzieję, iż rozmowy te na tyle pomogły, że choć w części dostrzegli moi internetowi znajomi uroki życia i …. szczęścia…. Ja dostrzegłem … i dlatego dziękuję…

* tytuł pochodzi z pięknej książki Bohumila Hrabala, „Zbyt głośna samotność”

W świątecznym nastroju…. którego nie cierpię…

- Jeszcze kiedyś zatęsknisz, za tą chwilą – powiedział kiedyś tam Głos Mój…. i te słowa, jakby wizjonerskie, prorocze jakoś się spełniły… Dlaczego akurat te a nie setki innych słów, które się wypowiedziało i które się chciało….. może dlatego, ze się samemu do tego dążyło i się samemu to uczyniło… A może tak miało być po prostu, że kiedy się to uczyniło to już się wiedziało że będzie się tęskniło….

Dawno temu, kiedy jeszcze nie rozumiałem co dobre a co złe, lubiłem chodzić po mieście i zaglądać ludziom w okna… Ktoś, kiedyś zapytał się mnie „czego tak wyczekujesz patrzeniem tym”… chyba niczego, ja tylko próbowałem zobaczyć jak ludzie ze sobą żyją i czym żyją…. Obserwować drugiego człowieka nie jest łatwo… bo obserwowany może zrobić się sztuczny i nienaturalny…. i wtedy nici z naszego obserwowania…. Dlaczego nie wiedziałem co dobre a co złe? Bo jednak ludzie niekoniecznie lubią jak się im do życia zagląda i patrzy nieskrępowanie… Sam zresztą nie lubię jak kto mi się przygląda….Jednak uwielbiałem te chwile kiedym „gościł” u tych nieznajomych osób…. Jakieś pragnienia ukryte, dążenia…. do dzisiaj nie wiem….

Każdy z nas widział pewno zdjęcie starszych ludzi trzymających się czule za ręce na spacerze… kilka dni temu ja nie widziałem na zdjęciu widziałem taka parę idącą przede mną… już miałem telefon wyciągać by zdjęcie zrobić, kiedy się powstrzymałem myślą tą ulotną, że to ich szczęśliwe chwile nie moje… że robiąc zdjęcie zabieram te chwile do siebie… nie mając prawa do tego…. Często obdzieramy innych z ich człowieczeństwa i ich prywatności…. niepomni że sami tego nie chcemy czynimy to innym…. Po co komu pokazywać miłość ludzi do starości, kiedy i tak większość miłość traktuje instrumentalnie, jako jakąś kolejną naszą zachciankę, kolejną zabawkę, którą kiedy się znudzimy odrzucamy w kąt… Pewna kobieta niedawno poznana przeze mnie w świecie wirtualnym mawiała, że zakochać się można do zawsze nie na zawsze ale do zawsze…. Czy jest w tym jakakolwiek różnica?

Od niedawna każde świata dla mnie to ciąg dni, które się chciałoby jak najszybciej zapomnieć… nie inaczej wyglądają te Wielkanocne święta, Zmartwychwstania Pańskiego…. Święto, które jest najważniejszym świętem da ludzi wierzących … dla mnie jest kolejnym dniem kiedy siedząc zastanawiam się nad tym, co w życiu uczyniłem…

Miało być dzisiaj normalnie… jeszcze nie jest…

Każdy kiedyś się rodzi i każdy umiera….

Urodziłem się w roku kiedy od kul „sowieckich sługusów” ginie ostatni partyzant w Polsce, więc krąży nade mną patriotyzm i umiłowanie Ojczyzny, częstokroć bez wzajemności….
Urodziłem się w miesiącu narodzin Steda, który swą poezją tak mnie skutecznie zaraził, że dziś nie wyobrażam sobie dnia bez „cudnych manowców”, „wrzosowisk” …
Urodziłem się w dniu, którego znaczenie to „regeneracja poprzez klęskę”…. kiedy odczytałem całość znaczenia tej liczby, zmroziła mnie trafność oceny mnie…

Każdy z nas ma swoje wspomnienia z lat dzieciństwa i młodości… Każdy z nas do niektórych wydarzeń wraca chętniej a o niektórych chciałby zapomnieć… Często wracam do tego okresu kiedy wiem że kształtowałem się jako człowiek i jako …. No właśnie jako kto….

Mój Ojciec, zawsze do mnie mawiał „pokorne ciele dwie matki ssie”… nigdy nie lubiłem tych słów… tak jest zresztą do teraz. Choć wiem że prawdziwe i życiowe, zawsze jednak szedłem pod prąd i zawsze, niestety przegrywałem z nurtem, który nie koniecznie był ani lepszy ani sprawiedliwszy…. Często się zastanawiam dlaczego tak jest, ze wybieramy taką a nie inną drogę… co nami kieruje … serce… rozum… a może instynkt, albo potrzeba chwili… W życiu swoim tych dróg wybrałem tyle, że chyba się nieco pogubiłem i czas na odnalezienie tej jednej … dobrej…

Więc kiedy się tę drogę wybrało …. to często się później już żałował że się tą drogą poszło… Czy zawsze musimy uczyć się na własnych błędach? A może ie miał kto w dzieciństwie wskazać co dobre a co złe może być… ani nie powiedział że w człowieku jest coś takiego, że posiadając tego można skrzywdzić drugą osobę…

Wczoraj dowiedziałem się o śmierci Malutkiej Dziewczynki … która jeszcze życia nie zaznała cudownego a już musiała odejść…. żadne słowa nie są w stanie wyrazić bólu i cierpienia Matki tej Dziewczynki… kiedy dzisiaj rano spojrzałem na to co napisałem, na tytuł, pomyślałem, ile warte jest nasze słowo i ile my jesteśmy w sumie warci….

Ani  znałem Malutką Dziewczynkę, ani Jej Mamy nie znałem, ale poruszony śmiercią, zamilkłem w krótkiej modlitwie wewnętrznej by znalazła tam swą drogę szczęśliwą… Tak jak i teraz milknę bo słowa są ulotne a myśli wieczne…

„Z ra­dością wi­tamy no­wo na­rodzo­ne dziecko
Z tru­dem przychodzi wy­dusić słowa pożeg­na­nia ,gdy wiemy,ze ktoś od­chodzi na zawsze
Życie – to świeca, Los – to knot, Śmierć – wosk”

Się szło powolutku skrajem drogi straszliwie i cudownie samotnym…

Się szło powolutku skrajem drogi straszliwie i cudownie samotnym …. pisał Edward Stachura w swoim wierszu „Iście”… to motto moje od wielu lat, miało swoje dobre i złe chwile, kiedym był sam a czasami z kimś…. wiedząc, że sie tak wybrało swą drogę a nie inaczej…. i nie zawsze dobrze się kierując…

Życie potrafi nas zaskakiwać jednak…. kiedyś poznawaliśmy ludzi będąc na imprezach, w pracy, szkole …. dzisiaj, najczęściej poznajemy w internecie, gdzie każdy może być każdym, a słowo znaczy tyle, ile widać go na monitorze …. w każdym momencie zmienione dla potrzeby tej chwili, która właśnie trwa… W internecie poznałem wielu ludzi, bardzo wielu.. o niektórych bym chciał szybko zapomnieć, niektórzy inspirują swą osobą, pasją, zainteresowaniami, rozmową…. takich lubię i dla takich powstał mój blog… niech to będzie dialog (mam nadzieję takową) z Wami, którymi piszę tam, gdzie spędzamy każdą naszą chwilę wolną, miast spędzać je w świecie realnym…

Zapraszam….