Noworocznie…

„I nie urodziłem się wielkim, potężnym dębem, gonną olchą. I nie urodziłem się niczym innym, tylko tym, czym jestem. I nie urodziłem się z pozorami. Tylko z nerwami. Z nerwami tuż pod cieniutką skórką.”

— Edward Stachura

Potrzebuje kawy by jasno myśleć. I świeżego powietrza. Deszczowej nocy. Cichej nocy do wędrowania… Bo wtedy wiem, że jestem tym kim byłem a nie tym kim jestem… Się za bardzo zapomina o tym, kim się jest, a przecież są inni co pamiętają i do ziemi ściągają… i są tacy co przypominają…

Potrzebuję ziemi do stąpania po niej boso,
potrzebuję powietrza do oddychania głęboko..
Potrzebuję wody do zanurzenia głowy swojej.
Potrzebuję Ciebie by nie zapomnieć o życiu…

Potrzebuję cichej nocy do wędrowania samotnego po ulicach tego miasta, po parkach i cmentarzach … i by napisy odczytać, „jesteś tym kim ja byłem, ty będziesz tym kim ja jestem” … potrzebuję nocy cichych by zaglądać do okien ludzkich, by zobaczyć to czego nie mam a co było… potrzebuje nocy cichych by myśleć o Tobie…

Zapomniałem już co to radość i uśmiech naturalny… Zapomniałem o życiu i o tym jak życie można spełniać. Wiele zapomniałem… zamknąłem się w sobie i tak tkwię w tym zamknięciu jakim jak wiezień sam się zamknąwszy za kratami…

Schowałem się w skorupę swoją nijaką i tylko czerpać z mądrości innych potrafię… obdzierać ich z wiedzy i twórczości jak hiena obdzierająca trupy ze skóry… Schowałem się w swoją skorupę, zamilkłem i zapłakałem…

* * *

„A moje wiersze spal, zrób co chcesz
Bo jawnie szydzi z nas ich każdy wers”

— Kortez

Odczyń zły urok. Proszę. By myśli mogły przedrzeć się przez emocje. A usta oddychać. Potrzebuje tylko…notesu odpowiedniej chwili. Dnia. Tygodnia. Kwintesencji niewysublimowanej ludzkości. Odrobiny życia z życia banalnej codzienności. Muszę pomyśleć. Zatopić się w czasie. Dać się mu pochłonąć. Wykraść dziadkowi czas potrzebny na spędzenie kilku chwil. I go nie oddać. Zmarnotrawić. Od tak.

A kiedy każdego poranka, z powstałych z martwych
powstaje człowiek jaki, to myśli by móc być i trwać…
Zwlekając swe ciało z martwych powstałe…
a kiedy każdego poranka zmuszając się do życia jakiego
myślimy co też by temu życiu uczynić dobrego..
albo i nie dobrego, bo życie dobrem nijakim
życiem dobrym i nijakim bywa…

- Myślisz, że wielką nadzieję miałem na spotkanie… z Tobą? – powiedziało się jakiś czas temu, kiedy się wiedziało, że się chce.
- Nie miałbyś tej nadziei, gdybyś tego nie chciał – się usłyszało i się nie wiedziało się skąd się to usłyszało…
Bo gdyby istniały cudy świata jakie, tobyśmy się spotkali tam gdzieś… gdzie w natchnieniu świata wielkiego zwykli ludzie spotykać się mogli… albo mogą…
- Czytuję eseje Rilkego o potrzebie poezji i powstaniu tejże poezji – powiedziałem, nie wiedząc po co to w ogóle mówię…
- Czy Rilke pomoże Panu Szanownemu w uzyskaniu spokoju duszy swojej – powiedział głos ponownie nie wiedząc skąd.
Może i tak jest, ale kiedy się człowiek zaczyta wielce to może i temu człowiekowi pomoże co w życiu… „Bo ja gdy czytam, to właściwie nie czytam, biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek, jakbym sączył kieliszeczek likieru, tak długo, aż w końcu ta myśl rozpływa się we mnie jak alkohol, tak długo we mnie wsiąka, aż w końcu nie tylko jest w moim mózgu i sercu, lecz pulsuje w mych żyłach aż po krańce naczyniek włoskowatych.” się przeczytało u Hrabala… w jego „Zbyt głośnej samotności”… i się zrazu pomyślało … pomyślało i dopisało swoją część – bo nie sztuką jest pięknie czytać a sztuką jest tak złożyć słowa, by te stały się tym cukierkiem, do którego z chęcią sięgną ci, których przyciągnie ciekawość do słowa… tak by słowa czytane rozpłynęły się nam w ustach jak ten likier…
- Czymże więc jest słowo powiedziane albo wypowiedziane – powiedziała… Czy tylko słowem? A może duszą wewnętrzną, kiedy mówisz tak do mnie…
- Słowo wypowiedziane jest słowem i czynem… jest mną i Tobą… jest spokojem i jest częścią nas – się znowu powiedziało nie wiedzieć komu i gdzie, jakby się do siebie mówiło i o sobie…
Czy tylko słowo jest czynem… A może czyn staje się czasami słowem… a może tylko tak sobie wmawiamy, a życie nie składa się ze słów układania ani czynów wdrażania ze słów… a może w oczach naszych widzimy co w nas… Bo w oczach tkwi siła duszy… – się pomyślało zanim się spojrzało na dziewczynę obok leżącą…
Się spojrzało i się zrozumiało, że bezmiar samotności powoduje wielkie spustoszenie umysłowe… się z nikim nie leży ani tym bardziej z nikim nie rozmawia… się tylko myśli, że się rozmawia i słucha i czuje się też… ale się nie jest…
Więc czegóż chcecie ode mnie upiory wieczorne… strzygi jakie… dajcie snu zaznać…

* * *

„Chciałem i nawet jeszcze chciałbym zaczepić się jakoś o ten świat, ale ciągle nie udaje mi się to. Dni mijają, a mnie się to nie udaje. Co mogę zrobić?
Pisanie tyle razy ratowało mnie z ciężkich smutków, a tym razem nic z tego, choć już zapisałem tyle stron. I piszę dalej, i bez smaku, ten bezsmak, który całkowicie mną zawładnął, jest najstraszliwszy. […] A czy nie można by wyjść śmierci na spotkanie?”

— Edward Stachura

Jestem odmieńcem, odszczepieńcem… jestem pijakiem… jestem mordercą słów jakich… bezczeszczę piękno jakie… ale też jestem… autorem słów pięknych i trudnych… jestem sobą w lesie, w mieście nocą… jestem tym kim chcę być i tym kim byłem… dawno temu…

Tworzenie… to forma terapii dla ciała i duszy… pisane to terapia dla myśli… ja robię itworzę sam dla siebie… lubię prostotę… sam robię sobie meble, bo takie mi najbardziej się podobają… lubię swoją glinę i potworki, które z niej robię… lubię swoje szkiełka i witraże, które powstają z nich… lubię patrzeć przez te witraże na słońce świecące… lubię las i drzewa… i śpiew ptaków… i wędrowania albo spływanie kajakiem po wodach… lubię ciszę i proste życie… i zioła zbieranie, i ziół leczenie… i dziko rosnące rośliny i to co ludzie opowiadają o lesie i drzewach… a potrafią opowiadać cudnie… nie tak jak ja…. znają się na tym i wiedzą o czym mówią, a ja wsłuchany w pich opowieści widzę się tam w puszczy… jak małe dziecko z otwartą buzią…

a i jeszcze jedno chciałem napisać… jak już się kiedyś spotkamy, bo to nigdy nie wiadomo kiedy się spotkamy przecież… i jak już się spotkamy jednak, to nie spodziewaj się pana z walizką jaką a faceta z dwudniowym zarostem i z plecakiem … i takim dziwnym wyrazem twarzy co to poznaje zawsze coś nowego… jeśli się kiedykolwiek spotkamy… jeśli…

* * *

„Między nami mówiąc, wszystkie moje książki, wiersze i proza były modlitwami do Boga, którego ja nazywałem Cudne manowce, Widok nad widoki, Zjawa realna, Biała lokomotywa, Kropka nad ypsylonem czy jeszcze inaczej. I były nieustającą spowiedzią.”

— Edward Stachura

Spoglądamy często ku sobie, wiemy że jesteśmy i spoglądamy na siebie… ja wiem że Ty tam jesteś i wiem że patrzysz na mnie, boś Ty Miłością jest i Odkupieniem… Bo Ty nie opuścisz żadnego ze swych dzieci … Ty wybaczasz i w Swej Mądrości prowadzić ku prawdzie…

Spoglądamy na siebie ja patrzy syn na Ojca i Ojciec na syna… kiedyś jeszcze porozmawiamy, kiedyś jeszcze powiem Ci o tym co we mnie siedzi i siedziało… powiem Ci wszystko co dobre i co niedobre… i wiem, że Ty mnie wysłuchasz…

Boże bądź mnie Miłosiernym… i nie zapominaj o słudze Swym, który zbłądził tylko…

* * *

List do pozostałych

Umieram
za winy moje i niewinność moją
za brak, który czuję każdą cząstką ciała i każdą cząstką duszy,
za brak rozdzierający mnie na strzępy jak gazetę zapisaną hałaśliwymi nic nie mówiącymi słowami
za możliwość zjednoczenia się z Bezimiennym, z Pozasłownym, Nieznanym
za nowy dzień
za cudne manowce
za widoki nad widoki
za zjawę realną
za kropkę nad ypsylonem
za tajemnicę śmierci w lęku, w grozie i w pocie czoła
za zagubione oczywistości
za zagubione klucze rozumienia z malutką iskierką ufności, że jeżeli ziarno obumrze, to wyda owoc
za samotność umierania
bo trupem jest wszelkie ciało
bo ciężko, strasznie i nie do zniesienia
za możliwość przemienienia
za nieszczęście ludzi i moje własne, które dźwigam na sobie i w sobie
bo to wszystko wygląda, że snem jest tylko, koszmarem
bo to wszystko wygląda, że nieprawdą jest
bo to wszystko wygląda, że absurdem jest
bo to wszystko tu niszczeje, gnije i nie masz tu nic trwałego poza tęsknotą za trwałością
bo już nie jestem z tego świata i może nigdy z niego nie byłem
bo wygląda, że nie ma tu dla mnie żadnego ratunku
bo już nie potrafię kochać ziemską miłością
bo noli me tangere
bo jestem bardzo zmęczony, nieopisanie wycieńczony
bo już wycierpiałem
bo już zostałem, choć to się działo w obłędzie, najdosłowniej i najcieleśniej ukrzyżowany i jakże bardzo i realnie mnie to bolało
bo chciałem zbawić od wszelkiego złego ludzi wszystkich i świat cały i jeżeli tak się nie stało, to winy mojej w tym nie umiem znaleźć
bo wygląda, że już nic tu po mnie
bo nie czuję się oszukany, co by mi pozwoliło raczej trwać niż umierać; trwać i szukać winnego, może w sobie; ale nie czuję się oszukany
bo kto może trwać w tym świecie – niechaj trwa i ja mu życzę zdrowia, a kiedy przyjdzie mu umierać – niechaj śmierć ma lekką
bo co do mnie, to idę do ciebie Ojcze pastewny żeby może wreszcie znaleźć uspokojenie, zasłużone jak mniemam, zasłużone jak mniemam
bo nawet obłęd nie został mi zaoszczędzony
bo wszystko mnie boli straszliwie
bo duszę się w tej klatce
bo samotna jest dusza moja aż do śmierci
bo kończy się w porę ostatni papier i już tylko krok i niech Żyje Życie
bo stanąłem na początku, bo pociągnął mnie Ojciec i stanę na końcu i nie skosztuję śmierci.

— Edward Stachura

nigdy nie udało mi się stworzyć cokolwiek wielkiego, albo choć dużego… choćby mniej więcej dużego, ani żadnego…. stworzyłem siebie nijakiego i nijako tworzę… dla siebie samego…

* * *

Kiedy coś cytuję to tylko dlatego, że uważam te słowa zacytowana, spisane i napisane za coś co nie potrzebuje już zmian jakich… nie potrzebuje myślenia większego… bo słowa te są nieskończonością i cudnością wielką…

Kiedyś się to skończy… na pewno… się skończy i dla mnie i dla Was i dla Ciebie …

Marynowane żołędzie … i inne …

WP_20161124_009Żołądź jest owocem drzewa dębowego o charakterze owocu szupinkowego. Składa się z miseczki o orzecha. Mają charakterystyczny wygląd, w czasie dorastania są zielone a następnie lekko brązowe. Są głównym źródłem kolejnych dębów, gdyż służą przede wszystkim do siania. Przez lata były jednak stosowane również przez ludzi jako źródło skrobi i chętnie spożywane.

Poza opisanymi poniżej przepisami z żołędzi przygotować można między innymi mąkę. Wykonuje się ją przez gotowanie, o którym było wyżej a następnie suszenie żołędzi w temperaturze 200 stopni Celsjusza. Po dobrze przygotowanym suszeniu można przeprowadzić mielenie żołędzi, na drobną mąkę.

Przygoda z żołędziami rozpoczęła się dość niespodziewanie. Przeglądając strony internetowe dostrzegłem informację o żołędziach. Był tam między innymi przepis na marynowane żołędzie, ale również inne informacje dotyczące właściwości żołędzi i ich stosowania przed wiekami. Okazuje się, że żołędzie były powszechnie stosowane w dawnej Polsce. Tak dotarłem do książki Łukasza Łuczaja „Dzika kuchnia” oraz pracy zbiorowej pt. „ Jadalne rośliny dziko rosnące”. Będzie jeszcze okazja by książki obie omówić tu.
Te marynowane żołędzie na tyle mnie zainspirowały, że postanowiłem zadziałać. Zebrałem takie najdorodniejsze ze środka samej Puszczy Bukowej. Odnalazłem drzewo gdzie żołędzie były dorodne, dojrzewając w promieniach słońca. Z zebraniem nie było problemów, one się zaczęły kiedy trzeba było żołędzie obrać z twardej powłoki… ha, to dopiero się nakombinowałem, bo na dwa słoiki, które planowałem zapełnić żołędziami, trochę ich potrzeba, a łuskanie nie jest takie proste. Dość powiedzieć, że sposób jaki sam sobie opatentowałem, polega na tym, że odcinam końcówki żołędzia, nacinam po długości i twarda skórka daje się łatwo zdjąć. Pozostała zalewa, ja wykorzystałem taką jaką się używa do marynowanych ogórków… zagotowałem i zalałem żołędzie. Następnie 30 minut pasteryzowałem.
Słoiki jeszcze stoją, szukam szczególnej okazji by skosztować marynowane żołędzie. Na pewno wykorzystam je do sałatek przeróżnych, ale dodam też do pieczonego mięsa… czy będzie smakowało… zobaczymy…

Kawa żołędziowa z kawiarki

Czas przygotowania 10 min + 3 doby ługowania

Składniki na ok. 10 filiżanek:
1 kg żołędzi
6 l wody źródlanej
1 łyżka sody oczyszczonej
do smaku kardamon, laska cynamonu, gwiazdka anyżu kilka goździków

Żołędzie najlepiej zebrać po przymrozkach lub późną jesienią. Ze skorupki wyłuskać nasiona i grubo posiekać. 1 kg nasion zalać 2 l gorącej wody, dodać sody. Odstawić, najlepiej na całą noc. Kolejnego dnia wodę odlać, żołędzie przepłukać i wszystko ponownie zalać 2 l gorącej wody. Trzeciego dnia cały proces powtórzyć. Po ostatnim odcedzeniu żołędzie zemleć w blenderze. Masę ułożyć cienka warstwą na blasze wyścielonej papierem do pieczenia i suszyć w temp. 50 stopni C do momentu, aż proszek stanie się suchy. Wysuszony proszek ponownie zemleć, a następnie prażyć ok. 5 min na suchej patelni, dokładnie mieszając. Pojemnik na wodę w kawiarce wypełnić do wyznaczonego poziomu. Do kawiarki wsypać ok. 2 łyżeczek kawy żołędziowej. Dodać rozgnieciony kardamon, goździki, kawałek kory cynamonu i niewielką gwiazdkę anyżu. Zaparzyć. Podawać np. z mlekiem.

Mus z żołędzi i czekolady
składniki na 4 porcje:

100 g żołędzi
50 g gorzkiej czekolady
300 g śmietany 30 %
2 łyżki cukru pudru
30 ml rumu

Wyługowane żołędzie (patrz przepis wcześniej) dokładnie zblendować na gładką masę. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Schłodzoną śmietanę ubijać na niskich obrotach i dodawać cukier puder. Odłożyć kilka łyżek śmietany do dekoracji. Na niskich obrotach dodawać do pozostałej śmietany roztopioną czekoladę. Następnie łyżką delikatnie wmieszać masę żołędziową a na sam koniec rum. Powstały mus przełożyć do pucharków i wstawić na 30 min do lodówki. Po tym czasie mus udekorować kleksem bitej śmietany. Można posypać startą czekoladą lub podprażonymi żołędziami.

Przepisy za „Siedlisko. Magazyn dla ludzi z pasją”

Zielone Wzgórze

zielone wzgórza14To jedno z ładniejszych miejsc Szczecina. Mieszkam niedaleko, a samą wieżę widzę codziennie z moich okien. Zielone Wzgórze (Winnogóra, niem. Weinberg) – wzgórze na terenie Uroczyska Kupały w Szczecinie-Gocławiu. Strome stoki pokryte buczyną – wschodnie opadają ku dolinie Odry, a zachodnie ku dolinie Glinianki. Przez wzgórze przechodzi szlak turystyczny żółty Szlak Gocławski.

Wieża Bismarcka w Szczecinie (niem. Bismarckturm) – wieża widokowa o wysokości około 25 metrów znajdująca się na Zielonym Wzgórzu (niem. Weinberg) na osiedlu Gocław (niem. Gotzlow). Rozważano cztery lokalizacje pod budowę Wieży: Wyspę Grodzką (niem. Schlächterwiese), Wzgórze Napoleona – kopiec przy ul. Unii Lubelskiej (niem. Deutscher Berg) oraz Wały Chrobrego (niem. Hakenterrasse) jednak ostatecznie przyjęto propozycję radnych miasta aby wieżę wybudować na północnych krańcach miasta, na najwyższym punkcie zachodniego brzegu.

W 2001 roku wieża została sprzedana prywatnemu inwestorowi za ponad 350 tys. zł. Zgodnie z podpisaną umową, nowy gospodarz miał urządzić w wieży lokal gastronomiczny, albo przeznaczyć ją na cele rekreacyjno-turystyczne. Do dzisiaj w obiekcie i jego okolicach nie rozpoczęły się żadne prace mające na celu przywrócenie jego dawnego blasku. Brak zainteresowania inwestora doprowadził do rozpoczęcia dyskusji na temat dalszych losów wieży.

zielone wzgórza15 zielone wzgórza16 zielone wzgórza13 zielone wzgórza12 zielone wzgórza11 zielone wzgórza10 zielone wzgórza9 zielone wzgórza5 zielone wzgórza6 zielone wzgórza7 zielone wzgórza8 zielone wzgórza4 zielone wzgórza3 zielone wzgórza2 zielone wzgórza1 zielone wzgórza

Jezioro Szmaragdowe

P1260591Ile razy bym nie wracał do Puszczy Bukowej i do Jeziora Szmaragdowego, tyle razy znajduję tu coś nowego, co mnie zaskoczyć może… tyle razy widzę coś bardziej pięknego i coś bardziej zaskakującego… I mimo tego, że tereny te znam już ponad 40 lat, bo pierwszy raz tu się zagłębiłem chyba pod koniec lat 70-tych, ubiegłego wieku, kiedy jeszcze nie było tu tak zagospodarowane, a do Groty wchodziło się by zapalić fajkę… To wtedy po raz pierwszy wchodziliśmy do takich dziwnych miejsc, bunkrów, to wtedy poznawaliśmy to miejsce, które dzisiaj jest „przechodzone” przez tłumy… a kiedyś było tak tajemnicze … i tak mało dostępne… W niedzielę ostatnią znowu tu wędrowałem… i widziałem te miejsca gdzie kiedyś tu się kąpało… te miejsca które się odwiedzało samemu i z kimś… i te miejsca gdzie się zbierało żołędzie dla siebie… Pogoda sprzyjała, więc cudnie było…. Jezioro Szmaragdowe powstało w wyrobisku dawnej kopalni kredy i margla, eksploatowanej przez powstałą w 1862 roku pobliską fabrykę cementu portlandzkiego „Stern”. W okolicy dzisiejszego Jeziora Szmaragdowego rozpoczęto w 1862 r. przemysłową eksploatację porwaka margli o miąższości ok. 40-60 m. Początkowo eksploatowano surowiec skalny powyżej poziomu wód gruntowych, później zaczęto zagłębiać się, tworząc wyrobisko o głębokości ok. 20 m w stosunku do poziomu otaczającego terenu. Urobek transportowano do znajdującej się przy obecnej ul. Batalionów Chłopskich cementowni, niepotrzebny zaś nadkład składowano na hałdę (obecnie: Wzgórze Widok). 16 lipca 1925 roku natrafiono w ścianie południowej eksploatowanego wyrobiska na warstwę piasków zawodnionych, przez które nastąpił gwałtowny wlew wody i zalanie odkrywki. Wylew nastąpił spod wysokiej (ok. 50 m) pionowej ściany margli. Kopalnia Katharinen Kreidegrube została zalana przez wodę wybijającą z południowej ściany wyrobiska. Wszyscy z ówcześnie pracujących robotników zdołali się uratować. Jednocześnie nastąpiło częściowe osunięcie się ściany wyrobiska i powstanie stożka osuwiskowego. W 1959 nastąpiło ponowne osunięcie się ziemi w południowej części wyrobiska co spowodowało powiększenie się stożka osuwiskowego i zmniejszenie się powierzchni jeziora o ok. 0,4 ha. Na dnie jeziora wciąż znajdują się pozostałości górniczych maszyn i urządzeń. Nieopodal zaś jego brzegu wznosi się betonowy mostek, pozostałość po torowisku wywożącej urobek kolejki. Z zalaniem kopalni łączy się miejscowa legenda: już od chwili uruchomienia pierwszych kopalń w okolicy, na początku XIV w., grasował w nich chciwy i złośliwy duch zwany Skarbkiem. Przez tak długi czas nagromadził on ogromne bogactwa, które ukrył pod ziemią. Schowek znajdował się właśnie u podnóża płd. urwiska. Gdy kilof górnika odsłonił owe bogactwa, Skarbek zalał wszystko wodą.

P1260592 P1260593 P1260594 P1260595 P1260596 P1260597 P1260598-Kopia P1260600 P1260601 P1260603-Kopia P1260604 P1260605-Kopia P1260606 P1260607 P1260608 P1260609 P1260610 P1260611 P1260612 P1260614-Kopia P1260615 P1260616 P1260617 P1260618 P1260619 P1260620 P1260621 P1260622 P1260623 P1260624 P1260626 P1260627 P1260629 P1260630

Napisz dla mnie bajkę…

- Napisz Grzechu dla mnie taką bajkę, co to się dobrze zakończy – powiedziała cicho znikając znowu na bardzo długo. Napisz taką, bym uśmiechała się do niej jako do ciebie, zawsze… Napisz taką, by wreszcie zakończyła się tak dobrze dla wszystkich… i dla mnie…
A ja pozostałem z myślami jakąż tu, tą bajkę mam stworzyć… i o czym? O miłości, któż to będzie czytał… i czy miłość każda ma dobre zakończenie. A może o tęsknocie… ale to nie będzie taka bajka „bym się uśmiechała”… Więc o czym?? o kim??
Byłem dzisiaj na takim spotkaniu, gdzie dużo się mówiło o pomocy drugiemu człowiekowi… i było tam dobre i złe zakończenie… I był tam chłopak, co to oddając swój szpik pomógł 12 letniemu chłopcu w Turcji… i był tam chłopak 29 letni, który czeka na swojego „bliźniaka”… i miał już tego swojego bliźniaka, ale się okazało, że chory jest i nie może oddać cząstki siebie… w jednej chwili więc radość i … Każdy z nas na coś czeka… na kogoś też czeka… I to czekanie czasami kończy się cudnie… czy byłaby to dobra bajka dla ludzi, którzy czekają na… no właśnie na co…

Bo tylko Ona tak mówi do mnie… Napisz dla mnie cokolwiek Grzechu… i to Grzechu zostaje w nicości i w oddali jaka nas dzieli… i jeszcze zostaje w pamięci, pamięci spotkania jakie było…

I oduczyłem się myślenie i oduczyłem się pisania… Choć dla Ciebie napiszę…

- Napisz dla mnie bajkę… taką cudną – powiedziała do mnie z uśmiechem.
- Napiszę… dla Ciebie napiszę… – odpowiedziało się we śnie pięknym…

A może jest tak, że ja słyszę głosy tylko, Twoje i moje … że to co realne, nierealnym się dzieje…. A może to ja sobie Ciebie tylko wymyśliłem, wymarzyłem… wyśniłem…
A może mnie w ogóle nie ma i Ciebie nie ma… Może pustka nas ogarnia… i nikogo nie ma dookoła…

Ocalić od zapomnienia cz.2 – Cmentarz przy ulicy Ostrowskiej

P1260575Po zamknięciu cmentarza przy ul. Bogumińskiej rozpoczęto organizowanie nowego miejsca pochówku dla mieszkańców gminy przy ul. Ostrowskiej. Założono go na niewielkim wzgórzu o powierzchni ponad 3 ha i funkcjonował on do końca II wojny światowej. We wschodniej części cmentarza wzniesiono kaplicę pogrzebową, nie zachowaną do dziś.

Na szczycie wzgórza, w północnej części cmentarza, władze gminy wystawiły monumentalny, betonowy pomnik poświęcony poległym w czasie I wojny światowej mieszkańcom Żelechowej. Na jego górnej krawędzi znajduje się napis „Dem gefallenen Helden der Gemeinde Züllchow 1914-1918” (Poległym bohaterom gminy Żelechowa 1914-1918). Na ścianach pomnika wypisano alfabetycznie z imienia i nazwiska 244 zmarłych podczas wojny oraz 20 osób, które zmarły po wojnie w wyniku odniesionych ran.

Cmentarz posiada charakterystyczne tarasowo opadające w kierunku zachodnim kwatery grobów. Zachowało się co najmniej kilkadziesiąt nagrobków, które obecnie są poprzewracane. Na uwagę zasługują także zachowane elementy małej architektury: schodki i studnia. Najbardziej zniszczone są schody, którymi od strony wschodniej można dojść aleją pod pomnik poległych w I wojnie światowej. Składają się z dziewięciu stopni oddzielonych dwoma podestami, zaś po obu stronach ciągnie się murek betonowy, zaokrąglony w dolnej partii. Nieopodal nich znajdują się kolejne schodki, 8 – stopniowe, oddzielone jednym podestem, z otaczającym je murkiem betonowym. Trzecie zaś schodki, o sześciu stopniach, prowadziły w dolną część cmentarza. Natomiast studnia usytuowana jest w środkowej części cmentarza, przy jednej z alejek. W jej tylnej betonowej części o podstawie wynoszącej 179cm x 125cm, zachował się ślad po mocowaniu dawnej instalacji wodnej, zaś w dolnej części – otwór przelewowy. Obiekt od lat niszczeje o czym świadczą obtłuczone krawędzie, spękana powierzchnia i zalegająca, brudna woda.

W latach 70-tych planowano utworzyć tu cmentarz komunalny dla północnych dzielnic Szczecin lub park pocmentarny. W 1978 r. wpisano go do rejestru zabytków. W 2006 r. powstał projekt renowacji tego terenu autorstwa Studia Architektury Krajobrazu „Ha – art.”. Prace miały ruszyć w 2009 r., lecz zahamował je brak funduszy w budżecie miasta. Projekt zakładał: wycięcie samosiewów i drzew w bardzo złym stanie technicznym, renowację pomnika poległych w I wojnie światowej/ zabytkowej studni i trzech betonowych biegów schodowych, zachowanie nagrobków z inskrypcjami i ich renowację oraz montaż elementów małej architektury.
Projekt renowacji terenu cmentarza rozpoczęto realizować w roku 2016.

źródło: http://encyklopedia.szczecin.pl/

P1260587 P1260586 P1260585 P1260584 P1260583 P1260582 P1260581 P1260580 P1260579 P1260577 P1260576 P1260574 P1260573 P1260572 P1260570 P1260566 P1260567 P1260568 P1260569 P1260565 P1260564 P1260563 P1260562

Ocalić od zapomnienia cz. 1 – Cmentarz Komunalny Golęcino

5Przykościelny cmentarz ewangelicki założony w 1862 roku wraz z budową kościoła (obecnie rzymskokatolicki pod wezwaniem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy), a później komunalny, zlokalizowany przy zbiegu ulic: Pokoju i Strzałowskiej. Najstarszy istniejący nagrobek na cmentarzu pochodzi z roku 1893. Został powiększony do obecnych rozmiarów w 1921 roku. W latach II wojny światowej pochowano tu kilkunastu jeńców francuskich. W 1946 r. cmentarz został skomunalizowany. W wolnych miejscach zaczęli być chowani polscy osadnicy. Groby Polaków zaczęły zastępować niemieckie. Z okresu niemieckiego ocalały 3 nagrobki niemieckie. Na terenie cmentarza znajduje się pomnik poświęcony poległym mieszkańcom osady (1914-1918).  Cmentarz został zakwalifikowany do wpisania do wojewódzkiego rejestru zabytków. Ostatnie pochówki zostały wykonane w 1971 roku. Dalsze pochówki zostały wstrzymane decyzją Sanepidu w związku z wysokim poziomem wód gruntowych.

  • Dzielnica: Szczecin Nad Odrą, dawniej Stettin – Frauendorf
  • Lokalizacja: przy zbiegu ulicy Pokoju i ulicy Strzałowskiej.
  • Powierzchnia: 2,9 ha
  • Liczba pochówków (1950-1971): 3202
    (w chwili obecnej ok. 30% mogił zostało ekshumowanych).

2 3 4 golęcin golęcin1

Kolejne jesienne westchnienie, „bo nie skosztuję śmierci”

bo się nie podniosę z tego upadku co to się upadło właśnie… i muszę iść już…

„bo co do mnie, to idę do ciebie Ojcze pastewny żeby może wreszcie znaleźć uspokojenie, zasłużone jak mniemam, zasłużone jak mniemam
bo nawet obłęd nie został mi zaoszczędzony
bo wszystko mnie boli straszliwie
bo duszę się w tej klatce
bo samotna jest dusza moja aż do śmierci
bo kończy się w porę ostatni papier i już tylko krok i niech Żyje Życie
bo stanąłem na początku, bo pociągnął mnie Ojciec i stanę na końcu i nie skosztuję śmierci.”
Bo wydawać się może, że gdzie się pojawię, tam zawsze coś się zadzieje niedobrego… więc może trzeba zejść ludziom z drogi by ich nie niszczyć… może więc trzeba pójść gdzie nie ma nikogo, kogo można by dotknąć… „Nie mam już nic. Ale też nikt mnie nie ma.”, bo tak lepiej kiedy usunę się w bok i nikomu już życia nie popsuję ani nie zrobię zła.. już nie chcę przeszkadzać ani czas zajmować cenny komukolwiek…

dni przeplatane radością i smutkiem… z przewaga smutku… pewna pani powiedziała, że to afektywna dwubiegunowość… chuj wie co to jest i z czym się to je i żyje… ale wiem, że dni pełne niepokoju i pełne bólu… i się ma tego strasznie dość… i usnąłbym wreszcie takim snem, coby nikogo nie boleć ani siebie nie boleć… i uśmiechać się we śnie tym do wszystkich tak jak kiedyś się uśmiechałem…
„bo kto śpi nikomu krzywdy nie czyni

bo rozumiem nie-bycie i nie-czynienie

bo kocham braci moich: Lao-tse, Buddę i Jezusa i kocham wszystkich ludzi …”
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie myślę często o samobójstwie jako o wyzwoleniu się z mojego piekła. Ale nie jest to dla mnie oczywiste. Nie ma w mojej głowie ani jednej oczywistości… Szukam miejsca na tej ziemi, i nie mogę sobie znaleźć miejsca, nie mogę, choć tak bardzo chciałbym.

Bo kiedyś się nie zeszło z drogi i się oberwało .. i się niedawno straciło zęby, bo się moje wędrowanie nie spodobało… komu ja przeszkadzam na tym świecie…. czy komu tak wielką krzywdę uczyniłem… wędrowaniem swym… byciem swym…

przepraszam….

Pierwsza nasz… i ostatnia wędrówka…

WP_20160806_006To było niecodzienne zdarzenie z dwóch powodów… Po pierwsze Gaba miała przejść sama pieszo 15 kilometrów a po drugie wspólna wycieczka we czworo, która była świetnym dniem do poznawanie siebie… Szkoda tylko, że pierwsza ta wycieczka taka była również ostatnią…
Marsz mieliśmy rozpocząć w Zalesiu, ale akurat zamknięty był TOEE więc rozpoczęliśmy od Świdwia…

REZERWAT PRZYRODY – Świdwie

Rezerwat przyrody „Świdwie” należy do jednego z najstarszych (powołany w 1963 roku) i największych w województwie zachodniopomorskim (obecnie 891 ha). Jest to jedno duże jezioro połączone z małymi jeziorami i oczkami wodnymi, łany trzcinowisk i podmokłych łąk, fragmenty lasu bagiennego i boru mieszanego. Jest to teren bytowania ponad 200 gatunków ptaków, m.in. żurawia (Grus grus) oraz innych gatunków ptaków wodno-błotnych. Dla niektórych ptaków jest miejsce odpoczynku i żerowania w czasie ich migracji, dla innych miejsce zimowania i gniazdowania.

Teren rezerwatu zagospodarowano po 1995 roku, dokonano uporządkowania gospodarki wodno – ściekowej, w południowej części wybudowano wieżę widokową ze strażnicówką oraz ścieżkę edukacyjną. W 2000 roku przy budynkach starej stacji ornitologicznej (droga od strony Stolca) powstał Ośrodek Dydaktyczno – Muzealny „Świdwie”.

Trasa całą przebiega Puszczą, poza początkiem, który biegnie przez łąkę, którą docieramy do Węgornika. Dalej już leśną drogą do Zalesia, przy czym można trasę skrócić idąc leśnym duktem nie do drogi wojewódzkiej do Dobieszczyna, ale skręcając w lewo skierować się bezpośrednio do Zalesia.

Transgraniczny Ośrodek Edukacji Ekologicznej położony jest w malowniczym i bogatym przyrodniczo otoczeniu Nadleśnictwa Trzebież. Teren ten należał do Nadleśnictwa i został użyczony Gminie Police na rzecz ośrodka.

Prezentowane są tutaj wystawy, dzięki którym można poznać różne dziedziny nauk przyrodniczych. Tu nauka staje się zabawą. Każdy samodzielnie może odbyć podróż w nieznane, zgłębiając tajniki świata przyrody. Uczestnicy naszych wystaw korzystają z sal laboratoryjnych przeprowadzając doświadczenia, prowadzą obserwacje w terenie, zwiedzają interaktywne ekspozycje. Bawią się zdobywając przy tym nową wiedzę.

Nam przejście całej trasy zajęło ponad 4 godziny, ale to z uwagi na debiut Gaby… w sumie cudny dzień…

WP_20160806_001 WP_20160806_002 WP_20160806_003 WP_20160806_004 WP_20160806_005 WP_20160806_006 WP_20160806_007 WP_20160806_008 WP_20160806_009 WP_20160806_010

Powrót… dla Ciebie…

I się chciało by już nie być… tak po prostu zniknąć by nie być…

I się by chciało, i się by zrobiło… gdyby się tylko było pewnym, że się jest tym zrobieniem odkupienie… ale się wie że nie jest i się dalej brnie w tą piękną otchłań cudnych manowców, które nie wiedzieć czym albo kim są… I się wędruję iściem swym tym gdzie nikt nie dociera normalny… i się wędruje iściem swym tam gdzie ani wzrok ani stopa nie dotrze… bo się wie że wtedy jest się samym w tym miejscu gdzie nikogo nie ma…

I się idąc ustępuje się miejsca ludziom różnym, bo po co się im narzucać sobą samym swym… i się idąc ustępuje miejsca tym co to krzywo patrzą na cię i na tych co to mają szczęście wielkie w oczach… i na tych co to w ryło walą bez pytania… a ryło się ma jedno i ono to ryło potrzebne czasami jest … nie wiem tak do końca do czego ale miło jest mieć je w całości bo nie zawsze się miało… Się omija szczęście które omijać mnie poczęło kiedym stał się nie człowiekiem a …

I się cały czas wędrując patrze i spoglądam na ludzi…. nie, nie w oczy… one są fałszywe… patrzę na to co w sobie niosą.. a każdy człowiek patrzy i widzi na swój sposób.., a każdy jest innym i każdy jest człowiekiem… bo każdy niesie za sobą to co jest dla niego ciężarem wielkie i to co wie co może pokazać… a nie każdy pokazuje to co chce ale to co może właśnie u siebie pokazać… patrzę na dłonie ludzkie… one mówią najwięcje…

I przestałem już żebrać o cokolwiek… o słowo jakie i gest nieznaczny… i nie uśmiecham się już bo nie ma powodu… I przestałem o czymkolwiek marzyć i cokolwiek planować… i przestałem myśleć też… bo nie warto… bo nie ma powodu dla którego by można zmienić to wszystko…

I tylko Ciebie kocham…

I pomyśl czasami o mnie, pomyśl nie tylko o kimś kto wędruje między ludźmi ale o kimś kto chce i pragnie… i kto ma duszę.. I gdybyś tylko mnie odrobinę pokochała… małą odrobinę…