Marynowane żołędzie … i inne …

WP_20161124_009Żołądź jest owocem drzewa dębowego o charakterze owocu szupinkowego. Składa się z miseczki o orzecha. Mają charakterystyczny wygląd, w czasie dorastania są zielone a następnie lekko brązowe. Są głównym źródłem kolejnych dębów, gdyż służą przede wszystkim do siania. Przez lata były jednak stosowane również przez ludzi jako źródło skrobi i chętnie spożywane.

Poza opisanymi poniżej przepisami z żołędzi przygotować można między innymi mąkę. Wykonuje się ją przez gotowanie, o którym było wyżej a następnie suszenie żołędzi w temperaturze 200 stopni Celsjusza. Po dobrze przygotowanym suszeniu można przeprowadzić mielenie żołędzi, na drobną mąkę.

Przygoda z żołędziami rozpoczęła się dość niespodziewanie. Przeglądając strony internetowe dostrzegłem informację o żołędziach. Był tam między innymi przepis na marynowane żołędzie, ale również inne informacje dotyczące właściwości żołędzi i ich stosowania przed wiekami. Okazuje się, że żołędzie były powszechnie stosowane w dawnej Polsce. Tak dotarłem do książki Łukasza Łuczaja „Dzika kuchnia” oraz pracy zbiorowej pt. „ Jadalne rośliny dziko rosnące”. Będzie jeszcze okazja by książki obie omówić tu.
Te marynowane żołędzie na tyle mnie zainspirowały, że postanowiłem zadziałać. Zebrałem takie najdorodniejsze ze środka samej Puszczy Bukowej. Odnalazłem drzewo gdzie żołędzie były dorodne, dojrzewając w promieniach słońca. Z zebraniem nie było problemów, one się zaczęły kiedy trzeba było żołędzie obrać z twardej powłoki… ha, to dopiero się nakombinowałem, bo na dwa słoiki, które planowałem zapełnić żołędziami, trochę ich potrzeba, a łuskanie nie jest takie proste. Dość powiedzieć, że sposób jaki sam sobie opatentowałem, polega na tym, że odcinam końcówki żołędzia, nacinam po długości i twarda skórka daje się łatwo zdjąć. Pozostała zalewa, ja wykorzystałem taką jaką się używa do marynowanych ogórków… zagotowałem i zalałem żołędzie. Następnie 30 minut pasteryzowałem.
Słoiki jeszcze stoją, szukam szczególnej okazji by skosztować marynowane żołędzie. Na pewno wykorzystam je do sałatek przeróżnych, ale dodam też do pieczonego mięsa… czy będzie smakowało… zobaczymy…

Kawa żołędziowa z kawiarki

Czas przygotowania 10 min + 3 doby ługowania

Składniki na ok. 10 filiżanek:
1 kg żołędzi
6 l wody źródlanej
1 łyżka sody oczyszczonej
do smaku kardamon, laska cynamonu, gwiazdka anyżu kilka goździków

Żołędzie najlepiej zebrać po przymrozkach lub późną jesienią. Ze skorupki wyłuskać nasiona i grubo posiekać. 1 kg nasion zalać 2 l gorącej wody, dodać sody. Odstawić, najlepiej na całą noc. Kolejnego dnia wodę odlać, żołędzie przepłukać i wszystko ponownie zalać 2 l gorącej wody. Trzeciego dnia cały proces powtórzyć. Po ostatnim odcedzeniu żołędzie zemleć w blenderze. Masę ułożyć cienka warstwą na blasze wyścielonej papierem do pieczenia i suszyć w temp. 50 stopni C do momentu, aż proszek stanie się suchy. Wysuszony proszek ponownie zemleć, a następnie prażyć ok. 5 min na suchej patelni, dokładnie mieszając. Pojemnik na wodę w kawiarce wypełnić do wyznaczonego poziomu. Do kawiarki wsypać ok. 2 łyżeczek kawy żołędziowej. Dodać rozgnieciony kardamon, goździki, kawałek kory cynamonu i niewielką gwiazdkę anyżu. Zaparzyć. Podawać np. z mlekiem.

Mus z żołędzi i czekolady
składniki na 4 porcje:

100 g żołędzi
50 g gorzkiej czekolady
300 g śmietany 30 %
2 łyżki cukru pudru
30 ml rumu

Wyługowane żołędzie (patrz przepis wcześniej) dokładnie zblendować na gładką masę. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Schłodzoną śmietanę ubijać na niskich obrotach i dodawać cukier puder. Odłożyć kilka łyżek śmietany do dekoracji. Na niskich obrotach dodawać do pozostałej śmietany roztopioną czekoladę. Następnie łyżką delikatnie wmieszać masę żołędziową a na sam koniec rum. Powstały mus przełożyć do pucharków i wstawić na 30 min do lodówki. Po tym czasie mus udekorować kleksem bitej śmietany. Można posypać startą czekoladą lub podprażonymi żołędziami.

Przepisy za „Siedlisko. Magazyn dla ludzi z pasją”

Zielone Wzgórze

zielone wzgórza14To jedno z ładniejszych miejsc Szczecina. Mieszkam niedaleko, a samą wieżę widzę codziennie z moich okien. Zielone Wzgórze (Winnogóra, niem. Weinberg) – wzgórze na terenie Uroczyska Kupały w Szczecinie-Gocławiu. Strome stoki pokryte buczyną – wschodnie opadają ku dolinie Odry, a zachodnie ku dolinie Glinianki. Przez wzgórze przechodzi szlak turystyczny żółty Szlak Gocławski.

Wieża Bismarcka w Szczecinie (niem. Bismarckturm) – wieża widokowa o wysokości około 25 metrów znajdująca się na Zielonym Wzgórzu (niem. Weinberg) na osiedlu Gocław (niem. Gotzlow). Rozważano cztery lokalizacje pod budowę Wieży: Wyspę Grodzką (niem. Schlächterwiese), Wzgórze Napoleona – kopiec przy ul. Unii Lubelskiej (niem. Deutscher Berg) oraz Wały Chrobrego (niem. Hakenterrasse) jednak ostatecznie przyjęto propozycję radnych miasta aby wieżę wybudować na północnych krańcach miasta, na najwyższym punkcie zachodniego brzegu.

W 2001 roku wieża została sprzedana prywatnemu inwestorowi za ponad 350 tys. zł. Zgodnie z podpisaną umową, nowy gospodarz miał urządzić w wieży lokal gastronomiczny, albo przeznaczyć ją na cele rekreacyjno-turystyczne. Do dzisiaj w obiekcie i jego okolicach nie rozpoczęły się żadne prace mające na celu przywrócenie jego dawnego blasku. Brak zainteresowania inwestora doprowadził do rozpoczęcia dyskusji na temat dalszych losów wieży.

zielone wzgórza15 zielone wzgórza16 zielone wzgórza13 zielone wzgórza12 zielone wzgórza11 zielone wzgórza10 zielone wzgórza9 zielone wzgórza5 zielone wzgórza6 zielone wzgórza7 zielone wzgórza8 zielone wzgórza4 zielone wzgórza3 zielone wzgórza2 zielone wzgórza1 zielone wzgórza

Jezioro Szmaragdowe

P1260591Ile razy bym nie wracał do Puszczy Bukowej i do Jeziora Szmaragdowego, tyle razy znajduję tu coś nowego, co mnie zaskoczyć może… tyle razy widzę coś bardziej pięknego i coś bardziej zaskakującego… I mimo tego, że tereny te znam już ponad 40 lat, bo pierwszy raz tu się zagłębiłem chyba pod koniec lat 70-tych, ubiegłego wieku, kiedy jeszcze nie było tu tak zagospodarowane, a do Groty wchodziło się by zapalić fajkę… To wtedy po raz pierwszy wchodziliśmy do takich dziwnych miejsc, bunkrów, to wtedy poznawaliśmy to miejsce, które dzisiaj jest „przechodzone” przez tłumy… a kiedyś było tak tajemnicze … i tak mało dostępne… W niedzielę ostatnią znowu tu wędrowałem… i widziałem te miejsca gdzie kiedyś tu się kąpało… te miejsca które się odwiedzało samemu i z kimś… i te miejsca gdzie się zbierało żołędzie dla siebie… Pogoda sprzyjała, więc cudnie było…. Jezioro Szmaragdowe powstało w wyrobisku dawnej kopalni kredy i margla, eksploatowanej przez powstałą w 1862 roku pobliską fabrykę cementu portlandzkiego „Stern”. W okolicy dzisiejszego Jeziora Szmaragdowego rozpoczęto w 1862 r. przemysłową eksploatację porwaka margli o miąższości ok. 40-60 m. Początkowo eksploatowano surowiec skalny powyżej poziomu wód gruntowych, później zaczęto zagłębiać się, tworząc wyrobisko o głębokości ok. 20 m w stosunku do poziomu otaczającego terenu. Urobek transportowano do znajdującej się przy obecnej ul. Batalionów Chłopskich cementowni, niepotrzebny zaś nadkład składowano na hałdę (obecnie: Wzgórze Widok). 16 lipca 1925 roku natrafiono w ścianie południowej eksploatowanego wyrobiska na warstwę piasków zawodnionych, przez które nastąpił gwałtowny wlew wody i zalanie odkrywki. Wylew nastąpił spod wysokiej (ok. 50 m) pionowej ściany margli. Kopalnia Katharinen Kreidegrube została zalana przez wodę wybijającą z południowej ściany wyrobiska. Wszyscy z ówcześnie pracujących robotników zdołali się uratować. Jednocześnie nastąpiło częściowe osunięcie się ściany wyrobiska i powstanie stożka osuwiskowego. W 1959 nastąpiło ponowne osunięcie się ziemi w południowej części wyrobiska co spowodowało powiększenie się stożka osuwiskowego i zmniejszenie się powierzchni jeziora o ok. 0,4 ha. Na dnie jeziora wciąż znajdują się pozostałości górniczych maszyn i urządzeń. Nieopodal zaś jego brzegu wznosi się betonowy mostek, pozostałość po torowisku wywożącej urobek kolejki. Z zalaniem kopalni łączy się miejscowa legenda: już od chwili uruchomienia pierwszych kopalń w okolicy, na początku XIV w., grasował w nich chciwy i złośliwy duch zwany Skarbkiem. Przez tak długi czas nagromadził on ogromne bogactwa, które ukrył pod ziemią. Schowek znajdował się właśnie u podnóża płd. urwiska. Gdy kilof górnika odsłonił owe bogactwa, Skarbek zalał wszystko wodą.

P1260592 P1260593 P1260594 P1260595 P1260596 P1260597 P1260598-Kopia P1260600 P1260601 P1260603-Kopia P1260604 P1260605-Kopia P1260606 P1260607 P1260608 P1260609 P1260610 P1260611 P1260612 P1260614-Kopia P1260615 P1260616 P1260617 P1260618 P1260619 P1260620 P1260621 P1260622 P1260623 P1260624 P1260626 P1260627 P1260629 P1260630

Napisz dla mnie bajkę…

- Napisz Grzechu dla mnie taką bajkę, co to się dobrze zakończy – powiedziała cicho znikając znowu na bardzo długo. Napisz taką, bym uśmiechała się do niej jako do ciebie, zawsze… Napisz taką, by wreszcie zakończyła się tak dobrze dla wszystkich… i dla mnie…
A ja pozostałem z myślami jakąż tu, tą bajkę mam stworzyć… i o czym? O miłości, któż to będzie czytał… i czy miłość każda ma dobre zakończenie. A może o tęsknocie… ale to nie będzie taka bajka „bym się uśmiechała”… Więc o czym?? o kim??
Byłem dzisiaj na takim spotkaniu, gdzie dużo się mówiło o pomocy drugiemu człowiekowi… i było tam dobre i złe zakończenie… I był tam chłopak, co to oddając swój szpik pomógł 12 letniemu chłopcu w Turcji… i był tam chłopak 29 letni, który czeka na swojego „bliźniaka”… i miał już tego swojego bliźniaka, ale się okazało, że chory jest i nie może oddać cząstki siebie… w jednej chwili więc radość i … Każdy z nas na coś czeka… na kogoś też czeka… I to czekanie czasami kończy się cudnie… czy byłaby to dobra bajka dla ludzi, którzy czekają na… no właśnie na co…

Bo tylko Ona tak mówi do mnie… Napisz dla mnie cokolwiek Grzechu… i to Grzechu zostaje w nicości i w oddali jaka nas dzieli… i jeszcze zostaje w pamięci, pamięci spotkania jakie było…

I oduczyłem się myślenie i oduczyłem się pisania… Choć dla Ciebie napiszę…

- Napisz dla mnie bajkę… taką cudną – powiedziała do mnie z uśmiechem.
- Napiszę… dla Ciebie napiszę… – odpowiedziało się we śnie pięknym…

A może jest tak, że ja słyszę głosy tylko, Twoje i moje … że to co realne, nierealnym się dzieje…. A może to ja sobie Ciebie tylko wymyśliłem, wymarzyłem… wyśniłem…
A może mnie w ogóle nie ma i Ciebie nie ma… Może pustka nas ogarnia… i nikogo nie ma dookoła…

Ocalić od zapomnienia cz.2 – Cmentarz przy ulicy Ostrowskiej

P1260575Po zamknięciu cmentarza przy ul. Bogumińskiej rozpoczęto organizowanie nowego miejsca pochówku dla mieszkańców gminy przy ul. Ostrowskiej. Założono go na niewielkim wzgórzu o powierzchni ponad 3 ha i funkcjonował on do końca II wojny światowej. We wschodniej części cmentarza wzniesiono kaplicę pogrzebową, nie zachowaną do dziś.

Na szczycie wzgórza, w północnej części cmentarza, władze gminy wystawiły monumentalny, betonowy pomnik poświęcony poległym w czasie I wojny światowej mieszkańcom Żelechowej. Na jego górnej krawędzi znajduje się napis „Dem gefallenen Helden der Gemeinde Züllchow 1914-1918” (Poległym bohaterom gminy Żelechowa 1914-1918). Na ścianach pomnika wypisano alfabetycznie z imienia i nazwiska 244 zmarłych podczas wojny oraz 20 osób, które zmarły po wojnie w wyniku odniesionych ran.

Cmentarz posiada charakterystyczne tarasowo opadające w kierunku zachodnim kwatery grobów. Zachowało się co najmniej kilkadziesiąt nagrobków, które obecnie są poprzewracane. Na uwagę zasługują także zachowane elementy małej architektury: schodki i studnia. Najbardziej zniszczone są schody, którymi od strony wschodniej można dojść aleją pod pomnik poległych w I wojnie światowej. Składają się z dziewięciu stopni oddzielonych dwoma podestami, zaś po obu stronach ciągnie się murek betonowy, zaokrąglony w dolnej partii. Nieopodal nich znajdują się kolejne schodki, 8 – stopniowe, oddzielone jednym podestem, z otaczającym je murkiem betonowym. Trzecie zaś schodki, o sześciu stopniach, prowadziły w dolną część cmentarza. Natomiast studnia usytuowana jest w środkowej części cmentarza, przy jednej z alejek. W jej tylnej betonowej części o podstawie wynoszącej 179cm x 125cm, zachował się ślad po mocowaniu dawnej instalacji wodnej, zaś w dolnej części – otwór przelewowy. Obiekt od lat niszczeje o czym świadczą obtłuczone krawędzie, spękana powierzchnia i zalegająca, brudna woda.

W latach 70-tych planowano utworzyć tu cmentarz komunalny dla północnych dzielnic Szczecin lub park pocmentarny. W 1978 r. wpisano go do rejestru zabytków. W 2006 r. powstał projekt renowacji tego terenu autorstwa Studia Architektury Krajobrazu „Ha – art.”. Prace miały ruszyć w 2009 r., lecz zahamował je brak funduszy w budżecie miasta. Projekt zakładał: wycięcie samosiewów i drzew w bardzo złym stanie technicznym, renowację pomnika poległych w I wojnie światowej/ zabytkowej studni i trzech betonowych biegów schodowych, zachowanie nagrobków z inskrypcjami i ich renowację oraz montaż elementów małej architektury.
Projekt renowacji terenu cmentarza rozpoczęto realizować w roku 2016.

źródło: http://encyklopedia.szczecin.pl/

P1260587 P1260586 P1260585 P1260584 P1260583 P1260582 P1260581 P1260580 P1260579 P1260577 P1260576 P1260574 P1260573 P1260572 P1260570 P1260566 P1260567 P1260568 P1260569 P1260565 P1260564 P1260563 P1260562

Ocalić od zapomnienia cz. 1 – Cmentarz Komunalny Golęcino

5Przykościelny cmentarz ewangelicki założony w 1862 roku wraz z budową kościoła (obecnie rzymskokatolicki pod wezwaniem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy), a później komunalny, zlokalizowany przy zbiegu ulic: Pokoju i Strzałowskiej. Najstarszy istniejący nagrobek na cmentarzu pochodzi z roku 1893. Został powiększony do obecnych rozmiarów w 1921 roku. W latach II wojny światowej pochowano tu kilkunastu jeńców francuskich. W 1946 r. cmentarz został skomunalizowany. W wolnych miejscach zaczęli być chowani polscy osadnicy. Groby Polaków zaczęły zastępować niemieckie. Z okresu niemieckiego ocalały 3 nagrobki niemieckie. Na terenie cmentarza znajduje się pomnik poświęcony poległym mieszkańcom osady (1914-1918).  Cmentarz został zakwalifikowany do wpisania do wojewódzkiego rejestru zabytków. Ostatnie pochówki zostały wykonane w 1971 roku. Dalsze pochówki zostały wstrzymane decyzją Sanepidu w związku z wysokim poziomem wód gruntowych.

  • Dzielnica: Szczecin Nad Odrą, dawniej Stettin – Frauendorf
  • Lokalizacja: przy zbiegu ulicy Pokoju i ulicy Strzałowskiej.
  • Powierzchnia: 2,9 ha
  • Liczba pochówków (1950-1971): 3202
    (w chwili obecnej ok. 30% mogił zostało ekshumowanych).

2 3 4 golęcin golęcin1

Kolejne jesienne westchnienie, „bo nie skosztuję śmierci”

bo się nie podniosę z tego upadku co to się upadło właśnie… i muszę iść już…

„bo co do mnie, to idę do ciebie Ojcze pastewny żeby może wreszcie znaleźć uspokojenie, zasłużone jak mniemam, zasłużone jak mniemam
bo nawet obłęd nie został mi zaoszczędzony
bo wszystko mnie boli straszliwie
bo duszę się w tej klatce
bo samotna jest dusza moja aż do śmierci
bo kończy się w porę ostatni papier i już tylko krok i niech Żyje Życie
bo stanąłem na początku, bo pociągnął mnie Ojciec i stanę na końcu i nie skosztuję śmierci.”
Bo wydawać się może, że gdzie się pojawię, tam zawsze coś się zadzieje niedobrego… więc może trzeba zejść ludziom z drogi by ich nie niszczyć… może więc trzeba pójść gdzie nie ma nikogo, kogo można by dotknąć… „Nie mam już nic. Ale też nikt mnie nie ma.”, bo tak lepiej kiedy usunę się w bok i nikomu już życia nie popsuję ani nie zrobię zła.. już nie chcę przeszkadzać ani czas zajmować cenny komukolwiek…

dni przeplatane radością i smutkiem… z przewaga smutku… pewna pani powiedziała, że to afektywna dwubiegunowość… chuj wie co to jest i z czym się to je i żyje… ale wiem, że dni pełne niepokoju i pełne bólu… i się ma tego strasznie dość… i usnąłbym wreszcie takim snem, coby nikogo nie boleć ani siebie nie boleć… i uśmiechać się we śnie tym do wszystkich tak jak kiedyś się uśmiechałem…
„bo kto śpi nikomu krzywdy nie czyni

bo rozumiem nie-bycie i nie-czynienie

bo kocham braci moich: Lao-tse, Buddę i Jezusa i kocham wszystkich ludzi …”
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie myślę często o samobójstwie jako o wyzwoleniu się z mojego piekła. Ale nie jest to dla mnie oczywiste. Nie ma w mojej głowie ani jednej oczywistości… Szukam miejsca na tej ziemi, i nie mogę sobie znaleźć miejsca, nie mogę, choć tak bardzo chciałbym.

Bo kiedyś się nie zeszło z drogi i się oberwało .. i się niedawno straciło zęby, bo się moje wędrowanie nie spodobało… komu ja przeszkadzam na tym świecie…. czy komu tak wielką krzywdę uczyniłem… wędrowaniem swym… byciem swym…

przepraszam….

Pierwsza nasz… i ostatnia wędrówka…

WP_20160806_006To było niecodzienne zdarzenie z dwóch powodów… Po pierwsze Gaba miała przejść sama pieszo 15 kilometrów a po drugie wspólna wycieczka we czworo, która była świetnym dniem do poznawanie siebie… Szkoda tylko, że pierwsza ta wycieczka taka była również ostatnią…
Marsz mieliśmy rozpocząć w Zalesiu, ale akurat zamknięty był TOEE więc rozpoczęliśmy od Świdwia…

REZERWAT PRZYRODY – Świdwie

Rezerwat przyrody „Świdwie” należy do jednego z najstarszych (powołany w 1963 roku) i największych w województwie zachodniopomorskim (obecnie 891 ha). Jest to jedno duże jezioro połączone z małymi jeziorami i oczkami wodnymi, łany trzcinowisk i podmokłych łąk, fragmenty lasu bagiennego i boru mieszanego. Jest to teren bytowania ponad 200 gatunków ptaków, m.in. żurawia (Grus grus) oraz innych gatunków ptaków wodno-błotnych. Dla niektórych ptaków jest miejsce odpoczynku i żerowania w czasie ich migracji, dla innych miejsce zimowania i gniazdowania.

Teren rezerwatu zagospodarowano po 1995 roku, dokonano uporządkowania gospodarki wodno – ściekowej, w południowej części wybudowano wieżę widokową ze strażnicówką oraz ścieżkę edukacyjną. W 2000 roku przy budynkach starej stacji ornitologicznej (droga od strony Stolca) powstał Ośrodek Dydaktyczno – Muzealny „Świdwie”.

Trasa całą przebiega Puszczą, poza początkiem, który biegnie przez łąkę, którą docieramy do Węgornika. Dalej już leśną drogą do Zalesia, przy czym można trasę skrócić idąc leśnym duktem nie do drogi wojewódzkiej do Dobieszczyna, ale skręcając w lewo skierować się bezpośrednio do Zalesia.

Transgraniczny Ośrodek Edukacji Ekologicznej położony jest w malowniczym i bogatym przyrodniczo otoczeniu Nadleśnictwa Trzebież. Teren ten należał do Nadleśnictwa i został użyczony Gminie Police na rzecz ośrodka.

Prezentowane są tutaj wystawy, dzięki którym można poznać różne dziedziny nauk przyrodniczych. Tu nauka staje się zabawą. Każdy samodzielnie może odbyć podróż w nieznane, zgłębiając tajniki świata przyrody. Uczestnicy naszych wystaw korzystają z sal laboratoryjnych przeprowadzając doświadczenia, prowadzą obserwacje w terenie, zwiedzają interaktywne ekspozycje. Bawią się zdobywając przy tym nową wiedzę.

Nam przejście całej trasy zajęło ponad 4 godziny, ale to z uwagi na debiut Gaby… w sumie cudny dzień…

WP_20160806_001 WP_20160806_002 WP_20160806_003 WP_20160806_004 WP_20160806_005 WP_20160806_006 WP_20160806_007 WP_20160806_008 WP_20160806_009 WP_20160806_010

Powrót… dla Ciebie…

I się chciało by już nie być… tak po prostu zniknąć by nie być…

I się by chciało, i się by zrobiło… gdyby się tylko było pewnym, że się jest tym zrobieniem odkupienie… ale się wie że nie jest i się dalej brnie w tą piękną otchłań cudnych manowców, które nie wiedzieć czym albo kim są… I się wędruję iściem swym tym gdzie nikt nie dociera normalny… i się wędruje iściem swym tam gdzie ani wzrok ani stopa nie dotrze… bo się wie że wtedy jest się samym w tym miejscu gdzie nikogo nie ma…

I się idąc ustępuje się miejsca ludziom różnym, bo po co się im narzucać sobą samym swym… i się idąc ustępuje miejsca tym co to krzywo patrzą na cię i na tych co to mają szczęście wielkie w oczach… i na tych co to w ryło walą bez pytania… a ryło się ma jedno i ono to ryło potrzebne czasami jest … nie wiem tak do końca do czego ale miło jest mieć je w całości bo nie zawsze się miało… Się omija szczęście które omijać mnie poczęło kiedym stał się nie człowiekiem a …

I się cały czas wędrując patrze i spoglądam na ludzi…. nie, nie w oczy… one są fałszywe… patrzę na to co w sobie niosą.. a każdy człowiek patrzy i widzi na swój sposób.., a każdy jest innym i każdy jest człowiekiem… bo każdy niesie za sobą to co jest dla niego ciężarem wielkie i to co wie co może pokazać… a nie każdy pokazuje to co chce ale to co może właśnie u siebie pokazać… patrzę na dłonie ludzkie… one mówią najwięcje…

I przestałem już żebrać o cokolwiek… o słowo jakie i gest nieznaczny… i nie uśmiecham się już bo nie ma powodu… I przestałem o czymkolwiek marzyć i cokolwiek planować… i przestałem myśleć też… bo nie warto… bo nie ma powodu dla którego by można zmienić to wszystko…

I tylko Ciebie kocham…

I pomyśl czasami o mnie, pomyśl nie tylko o kimś kto wędruje między ludźmi ale o kimś kto chce i pragnie… i kto ma duszę.. I gdybyś tylko mnie odrobinę pokochała… małą odrobinę…

Wędrówki nad zalewem…

TrzebuszTo miejsce piękne a jednocześnie niespotykane w swojej historii… Nad zalewem w okolicach miejscowości Brzózki… piękny pałac z niesamowitą historią, zdewastowany park z niespotykanymi drzewami, pozostałości ławek w środku lasu… i piękna dzika plaża, po której się spaceruje urzeczonym widokami i czystym piaskiem…

Jeszcze tam wrócę i napiszę o tym tajemniczym miejscu i  tajemniczej grocie, na której zawsze są znicze a wykonanej… no właśnie, tak naprawdę nie wiem z czego…

Trzebusz1 Trzebusz2 Trzebusz3 Trzebusz4 Trzebusz5